sobota, 26 grudnia 2015

"Małe wielkie odkrycia" Steven Johnson

Z serii nietypowe książki ciąg dalszy. Wiem, że czas prezentów świątecznych już minął, jednak mimo wszystko chciałabym podrzucić Wam pomysł na książkowy upominek, ponieważ książka to jedna z lepszych rzeczy jakie można podarować bliskiej osobie. Rozwija wyobraźnię ale także pozwala pogłębiać swoją wiedzę.

Dzisiaj przedstawiam Wam pozycję dla bystrzaków zarówno tych dużych jak i tych trochę mniejszych, ponieważ książka Stevena Johnsona "Małe wielkie odkrycia" zainteresuje nie tylko dorosłych ale również trochę starsze dzieci. Autor książki wziął na warsztat najważniejsze wynalazki ludzkości i pokazał jak niepozorny ciąg przyczynowo skutkowy, może przyczynić się do epokowych odkryć. Jeśli nie znacie odpowiedzi na pytanie w jaki sposób wynalezienie maszyny drukarskiej poskutkowało odkryciem i wzrostem zapotrzebowania na soczewki, a tym samym skonstruowaniem mikroskopu, niezbędnego do badań na poziomie komórkowym, to koniecznie musicie przeczytać "Wielkie małe odkrycia". 
W książce opisano takie wynalazki jak szkło, zimno, dźwięk, czystość, czas i światło. Jednak nie jest to typowy opis danej rzeczy lub zjawiska, a raczej wpływ jaki wywarła ona na kolejne dzieje ludzkości i nowe odkrycia. Dzięki temu każdy kolejny rozdział to nie tylko notka encyklopedyczna, a indywidualna, wciągająca opowieść. Nie mogę pominąć również faktu, iż "Małe wielkie odkrycia" zostały przez wydawnictwo SQN wydane bardzo estetycznie i solidnie, co spowoduje, że książka przez wiele kolejnych lat wytrzyma eksplorację przez dużych i małych czytelników.

Wielkie małe odkrycia
Najważniejsze wynalazki, które odmieniły świat
Steven Johnson
Wydawnistwo SQN
s. 273

niedziela, 6 grudnia 2015

"Rosyjski Robin Hood" Warerij Paniuszkin

Jak już, mam nadzieję, zdążyliście zauważyć, jestem fanką różnych gatunków literackich. I od czasu do czasu jakiś przeczytam romans, częściej kryminały a i miejsce na biografię się znajdzie. Dlatego też, kiedy nadarzyła się okazja do przeczytania opisywanej dzisiaj książki, nie wahałam się długo. "Rosyjski Robin Hood" Walerija Paniuszkina to pozycja, którą otrzymałam dzięki uprzejmości portalu ekulturalni.pl. Tytuł ten to nowa książka autora bestsellerowej "Rublowki" 

Nie wiem czy poprawność polityczna pozwala na stwierdzenie, że Rosja to specyficzny kraj, jednak właśnie to słowo ciśnie mi się na usta po przeczytaniu tej książki. Tutaj "dobrymi policjantami" są czarne charaktery, a ci którzy powinni pilnować porządku, prowadzą podejrzane interesy. Tytułowy Robin Hood to Jewgienij  Rojzman, rosyjski biznesmen z kryminalną przeszłością, który postanowił walczyć z dealerami narkotykowymi i jednocześnie pomagać uzależnionym wyjść z nałogu. Jego podopiecznymi byli zarówno dorośli mężczyźni i kobiety jak i dzieci. Jednak jak tu walczyć z biznesem narkotykowym, jeżeli prominentni ludzie władzy czerpali z niego korzyści finansowe.

Na pierwszy rzut oka niby typowa sytuacja. Rojzman to ten dobry, a po drugiej stronie barykady ci źli, którzy uniemożliwiają działanie fundacji "Miasto bez narkotyków" założonej przez mężczyznę. Jednak rosyjski Robin Hood nie był krystaliczną postacią. Co tu dużo mówić był bandytą, prowadził szemrane interesy, zdradzał swoje kobiety. Muszę przyznać, że po przeczytaniu książki Walerija Paniuszkina nie potrafię myśleć o Rojzmanie jako o złym człowieku. Nawet przez słowa drukowane czuć, że miał charyzmę i dobre serce.

Nie powiem, aby książkę czytało mi łatwo i szybko, ale polecam ją każdej osobie, która interesuje samą Rosja jak i jej kulturą i społecznością.

niedziela, 29 listopada 2015

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

O co to całe zamieszanie chciało by się zapytać. Ja postanowiłam to sprawdzić i zakupiłam "Dziewczynę z pociągu" Pauli Hawkins. Skoro w wielu krajach rozchodzi się jak świeże bułeczki, coś musiało być na rzeczy. I muszę się przyznać, że dałam się ponieść tej historii i błyskawicznie przeczytałam książkę. Jednak po muszę zacząć od samego początku.

Historia "Dziewczyny z pociągu" osadzona została w Anglii, na przedmieściach Londynu. Główna bohaterka Rachel codziennie pokonuje pociągiem trasę z przedmieść do miasta. Dzień w dzień przed jej oczami pojawiają się ci sami ludzie, te same budynki. Właśnie w jednym z nich kobieta dostrzega małżeństwo i tworzy w swojej głowie ich wyidealizowany obraz. Czuły, troskliwy mężczyzna i jego piękna, wierna żona. Pewnego dnia doznaje jednak szoku, ponieważ w ogrodzie domu spod numeru 15 widzi tą samą kobietę, lecz w objęciach innego. Tym bardziej rośnie w niej wzburzenie spowodowane odkrytym widokiem, ponieważ sama została zdradzona i porzucona przez męża. Następnego dnia kobieta z domu o numerze 15 znika a po kilkunastu dniach policja odnajduje jej zwłoki. No niby zwykły kryminał. Jednak po raz pierwszy spotkałam się z tak "brudną" książką i nie chodzi mi tu wcale o to, że została nieestetycznie wydana. Rachel jest kobietą po przejściach, która przeżywa załamanie nerwowe, jest alkoholiczką i nie może pogodzić z odrzuceniem. Pomimo całego bagażu złych rzeczy to właśnie Rachel będzie kluczem do rozwiązania tajemnicy morderstwa Megan. Zdemaskowanie mordercy staje się jej obsesją, nie potrafi o niczym innym myśleć. Nic co z pozoru jest oczywiste, takie nie jest. Każdy z bohaterów odgrywa role, które są mniej lub bardziej destrukcyjne dla otoczenia.

Ja osobiście nie mogłam się oderwać od książki aż do momentu rozwiązania zagadki. I było tak jak najbardziej lubię, czyli mordercę poznałam dopiero na ostatnich stronach. Wcześniej moje typy zmieniały się tak szybko, jak stany emocjonalne Rachel. Fakt, że w połowie książki czułam się znudzona, jednak był to chwilowy kryzys, ponieważ w drugiej części akcja znów przyśpieszyła.

Minęło już kilka dni odkąd skończyłam "Dziewczynę z pociągu" a ja cięgle o niej rozmyslam i mam przed oczami niektóre sceny. Co najważniejsze po tej lekturze zastanawiam się czy ja tak naprawdę znam ludzi, z którymi dzielę coedzienność, czy wiem o nich wszystko. Po przeczytaniu książki można dostać ciarki na plecach, odpowiadając sobie na to pytanie. Nie jest to dzieło mojego życia, ale zdecydowanie mogę polecić. 

środa, 25 listopada 2015

Odkryj świat po kawałku- "Małe wielkie odkrycia" Steven Johnson

Dzisiaj przychodzę do Was z krótką zapowiedzią książki, która swoją premierę będzie miała za kilka dni, a dokładniej 02.12.2015. Pozycja, która zachwyciła mnie od pierwszego momentu, kiedy ją zobaczyłam. Mowa tutaj o książce "Małe wielkie odkrycia" Stevena Johnson'a wydawnictwa SQN. Amerykański autor opisuje wynalazki, które odmieniły bieg historii naszego świata. Nie jest to jednak typowy opis encyklopedyczny a fascynujące połączenie nauki i fabuły. Osobiście czytałam już fragmenty książki i muszę przyznać, że jest napisana tak przystępnym językiem, który zainteresuje zarówno dziecko jak i dorosłego. Zbliża się okres przedświąteczny i może będzie to doskonały prezent dla Waszych najbliższych. Nawet nie wiecie jak nie mogę się doczekać kiedy wpadnie ona w moje łapki, bo przecież świat poznajemy przez całe życie. Recenzja na blogu niebawem

Wydawnictwo SQN
Data premiery 02.12.2015
Liczba stron 288

niedziela, 1 listopada 2015

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz

Duet Chyłka- Oryński powrócił. Jest to zdecydowany powód do wielkiej radości. Co tam seriale telewizyjne ten jest o niebo lepszy. Mam wrażenie, że Remigiusz Mróz z książki na książkę co raz bardziej się rozkręca. Jak już widzicie po tytule posta dziś będzie o "Zaginięciu", czyli drugiej części "Kasacji", po przeczytaniu której wiedziałam, że muszę dalej kontynuować tą przygodę i to niezwłocznie po premierze drugiej części. Tym razem nie dość, że książka jest objętościowo większa, to jeszcze fabuła rozkręca się już od pierwszych stron. Tyle woli wstępu a teraz przejdę do sedna sprawy.

Akcja "Zaginięcia" nie toczy się tym razem w Warszawie. Kordian Oryński oraz jego patronka Joanna Chyłka wyruszyli nad jezioro Sajenko, niedaleko białoruskiej granicy, aby bronić kolejnych klientów kancelarii Żelazny&McVay. Ponownie podejmują się z gruntu przegranej sprawy. Z domu potentata logistycznego, biznesmena i jego żony w niewyjaśnionych okolicznościach znika Nikola, córka małżeństwa. Na celownik jako głównych podejrzanych policja bierze rodziców dziewczynki. Wydawać by się mogło, że jest to logiczne posunięcie, ponieważ nie ma żadnych dowodów, i śladów włamania jednak nie ma także żadnego logicznego rozwiązania tej zagadki. 
Kiedy Chyłka i Zordon byli pewni, że obrali potencjalnie najbardziej korzystną linię obrony, Angelika podczas rozprawy na sali sądowej niespodziewanie oskarża o zabójstwo córki swojego męża Awita. Jak się okazało z pozoru szczęśliwe, idealne małżeństwo zniszczyła od środka tajemnica. W tym momencie "Zaginięcia" będziesz mieć problem, aby ostatecznie opowiedzieć się po jednej ze stron. Dzieje się tak ponieważ autor doskonale skonstruował intrygę, dzięki czemu do ostatniej strony nie masz pewności co się jeszcze wydarzy. Jeśli jednak zdecydujesz się uwierzyć w prawdę jednej ze stron, twoje emocje mogą sięgnąć zenitu. U mnie tak się zadziało i w niektórych momentach miałam ochotę krzyczeć wprost w linijki tekstu "co wy robicie", "tak nie można", "czy wy jesteście ślepi". Duży wypływ na to wszystko mają również postacie głównych bohaterów Joanny i Kordiana. Jednym słowem są rewelacyjni i tak do bólu autentyczni. Chyłkę wręcz uwielbiam. Dialogi między nimi są tak niewymuszone, że z wielką przyjemnością towarzyszy się im w utarczkach słownych.
 Wracając jeszcze na chwilę do samej historii. W "Zaginięciu" dostałam to co najbardziej lubię, czyli wielowymiarowość, wielowątkowość oraz wiele ślepych uliczek, z którymi należy się zmierzyć, aby rozwiązać sprawę. W przeciwieństwie do "Ekspozycji" w tej książce zagadka tworzy centrum historii, a nie jest jedynie tłem i dodatkiem. I jak zwykle Mróz kończy książkę w taki sposób, że ma człowiek ochotę sięgnąć zaraz, natychmiast po kolejną część. Remigiuszu Mrozie jak możesz nam to robić.

Podsumowując, zachęcam wszystkich nie dość, że do przeczytania "Zaginięcia" to jeszcze do namiętnego czytywania Remigiusza Mroza bo warto. Poniżej linki do moich wszystkich recenzji jego książek.
Ekspozycja
Wydawnictwo Czwarta Strona

wtorek, 27 października 2015

Post, którego miało nie być

W związku z tym, że obecnie namiętnie czytam "Zaginięcie" Remigiusza Mroza, miałam odpuścić sobie publikowanie innej wtorkowej recenzji. Niestety Mróz ponownie mnie wciągnął. Jednak naszła mnie wczoraj pewna refleksja związana z książkami i chciałabym poznać wasze zdanie i zachęcić do dyskusji. Podnoszę, więc temat, a może bardziej problem pożyczania swojego księgozbioru. Jeszcze do niedawna pożyczenie książki mojemu znajomemu to była czysta przyjemność, ponieważ chciałam się dzielić emocjami związanymi z dobrą literaturą. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy czytanie poleconej książki sprawiało ludziom przyjemność. Od teraz jednak ogłaszam całkowite zamknięcie mojej biblioteczki na obcych. Dlaczego? Bo jakoś znajomi nie kwapią się do tego, aby ze zwracać. Jakbym miała zliczyć ilość moich książek, które koczują w innych domach to by się zrobiła z tego całkiem pokaźna kolekcja. Może gdybym się upominała o zwrot to poszło by łatwiej, ale ja tak nie potrafię. 

I właśnie w tym miejscu mam do Was prośbę, chciałabym poczytać o Waszych. Czy tylko ja mam takich niezdyscyplinowanych znajomych? A może oni nie szanują mnie lub nie szanują książek? Często pożyczacie swoje zbiory? No i na koniec czy macie jakieś rady jak odzyskać książki. Z niecierpliwością czekam na Wasze przemyślenia w komentarzach.

Ostatnio kombinuję z własnym logiem i taka próbka pojawiła się dzisiaj na blogu. Co o niej sądzicie? Każda sugestia mile widziana
Zachęcam do kciukowania mnie na facebooku oraz instagramie 

 

sobota, 24 października 2015

"Coraz mniej olśnień" Ałbena Grabowska

Ałbenę Grabowską poznałam dzięki lekturze "Stulecia Winnych", o którym pisałam już w poprzednim poście. Jeśli jesteście zainteresowani moją opinią zapraszam o Tu do lektury recenzji. Zachęcona pozytywnymi odczuciami po przeczytaniu trylogii Pani Ałbeny nabrałam apetytu na kolejne książki tej autorki. Tym razem sięgnęłam po "Coraz mniej olśnień". Zanim przejdę do zarysu historii, powiem Wam, że będzie to jedna z moich ulubionych książek tego roku.

Akcja książki rozgrywa się w Warszawie, jednak nie miejsce a główne bohaterki tworzą klimat całej historii. Alina, Maria i Lena trzy kobiety, które mogły by być każdą z nas. Niby zupełnie różne, a jednak połączone wspólną tajemnicą i przeszłością, o której wolałyby zapomnieć. Książek o tematyce kobiecej jest mnóstwo, lecz tylko garstka jest tak autentyczna jak dzieło Ałbeny Grabowskiej. Właśnie dlatego uważam, że jest wyjątkowa, ponieważ pozbawiona jest "ulepszaczy", "ozdobników" oraz "bajerów", zamydlających przekaz historii, a tym samym pompujących ilość stron. "Coraz mniej olśnień" to 293 strony pełne emocji i wyruszeń. Wrócę jednak do fabuły. Jak już wspominałam, w książce spotkamy trzy główne bohaterki. Lena młoda kobieta, początkująca stylistka, która uciekła do Warszawy po śmierci matki. Poznajmy ją w kryzysowym momencie utraty pracy. Po kilku upokarzający próbach zdobycia środków na przeżycie, podejmuje się pomocy przy codziennym życiu niewidomej pisarki Eli. Zarówno Lena jak i Ela nie zdają sobie sprawy, jak bardzo pomogą sobie nawzajem w pokonaniu życiowych demonów. Dwie pozostałe bohaterki Maria i Alina to przyjaciółki, które rozdzieliła śmierć tej drugiej. Śmierć upozorowana. Tak dobrze widzisz. Alina dzięki nieszczęśliwemu zbiegowi okoliczności porzuciła swoje dotychczasowe życie i rodzinę na rzecz nowej tożsamości, całkowicie odmiennej od tego co robiła dotychczas. Jednak pewnego dnia zostaje przypadkowo rozpoznana przez swoją przyjaciółkę, która nie daje za wygraną i za wszelką cenę chce odnaleźć kobietę. Maria z każdym kolejnym elementem swojego prywatnego śledztwa, odkrywa że ich przyjaźń zbudowana była na fałszu i obłudzie. Z czasem chęć odzyskania przyjaciółki przeradza się we wściekłość i chęć zrealizowania zemsty.
Książka kończy się w bardzo nieoczywisty i niedopowiedziany sposób. Tak jakby zerwała się taśma z filmem. Daje to mnóstwo możliwości interpretacyjnych. Dzięki temu po zakończeniu lektury jeszcze długo rozmyślałam nad bohaterami i ich historiami.

Podsumowując polecam Wam lekturę książki "Coraz mniej olśnień", ponieważ nie jest to typowa literatura kobieca, pomimo tego iż porusza tematykę nieobcą każdej z nas. I właśnie to jest jednym z ważnych jej atutów. Ałbena Grabowska jest pisarką ze stosunkową krótką karierą literacką, lecz jej książki są bardzo modre życiowo i pełne ludzkich emocji. Pani Ałbeno proszę pisać więcej i więcej. 

wtorek, 20 października 2015

Haul Haul Haul

A dzisiaj to co tygryski lubią najbardziej czyli zakupy książkowe z września i października. Jak tak sobie teraz patrzę na ten cały stos, to muszę przyznać, że poszalałam w ostatnim czasie. Nawet nie wiem ile książek widnieje na tym stosie. Wiem jednak to, że część z nich to pozycje nowe, a część to książki używane. Nie przedłużając, przechodzę do prezentacji.

Jako że jestem wielką fanką kryminałów, postanowiłam zakosztować w twórczości Katarzyny Bondy. "Pochłaniacz" zakupiony w księgarni internetowej, natomiast "Okularnik" to okazja biedronkowa za ok 26 zł.


Moje dwa używane łupy, z tego co pamiętam to po 10 zł sztuka. W książkach Browna zasmakowałam przez przypadek, wygrzebując kiedyś w Biedronce "Kod Leonarda da Vinci" za dychę.


Wydawnictwo Marginesy skusiło mnie promocją w empiku i każda z tych książek kosztowała mnie 15 zł. Nie znam autora, jednak historia bardzo jest w moim klimacie. 

Coben moja miłość, oczywiście zaraz obok Mroza. Wiem, wiem że to może nie jest literatura wysokich lotów, ale autor jest mistrzem zawikłania fabuły. Na poniższym zdjęciu oczywiście egzemplarze używane za 10 zł sztuka.

Bardzo spontaniczny, nieplanowany zakup. Udało się zakupić za 15 zł szt. oczywiście używane. Nie mam kompletnego pojęcia o czym są. Pomożecie? Czytaliście? Podzielcie się swoją opinią.

Długo się zastanawiałam nad "Znalezione nie kradzione", ale dopiero promocja w biedronce przyśpieszyła moją decyzję

Nie znam, nigdy nie czytałam żadnej książki tego autora. Zakup dokonany w Empiku za 7,50 zł za sztukę. Przyznam się, że skusiła mnie cena, gatunek oraz pochlebne artykuły jakie powstały po śmierci Hennig'a Mankell'a

A na koniec stos 10 książek z Merlin.pl. Był środek nocy, była promocja a ja nie mogłam spać i tak się jakoś stało. Na swoją obronę pragnę dodać. że najtańsza z nich kosztowała 0,99 zł a najdroższa 17 zł. Wszystkie książki w sumie wyniosły mnie 80 zł.

I tak oto prezentuje się mój haul wrześniowo- październikowy. Dużo? Mało? Co byście chętnie przygarnęli? Jeśli chcecie być na bieżąco z promocjami książkowymi, z których ja korzystam to zapraszam Was na mój INSTAGRAMA o TU oraz na Facebooka TU.,

PS. Właśnie zamówiłam "Zaginięcie" Remigiusza Mroza.

sobota, 17 października 2015

"Kasacja" Remigiusz Mróz

Kto jeszcze nie zna Mroza? A kto jeszcze Mroza nie lubi? Ja tam jestem jego świeżą fanką. "Kasacja" jest już czwartą książką Remigiusza Mroza, jaką przeczytałam i mimo tego, że poprzednia "Ekspozycja" niespecjalnie trafiła w moje gusta, to postanowiłam sięgnąć po starszą "Kasacje". Skusił mnie również fakt, iż 21 października wychodzi jej druga część, dlatego trzeba było nadrobić zaległości. Tym razem się jednak nie zawiodłam i książkę przeczytałam jednym tchem.

Akcja "Kasacji" rozgrywa się w Warszawie, w świecie tak zwanych białych kołnierzyków, a dokładniej w korporacji prawniczej Żelazny&McVay. Kordian Oryński rozpoczyna swoją aplikację pod patronatem Joanny Chyłki, bezwzględnej warszawskiej prawniczki. Już od pierwszego dnia Oryński zostaje rzucony na głęboką wodę, ponieważ będzie pomagał w prowadzeniu beznadziejnej sprawy klienta Chyłki. Piotr Langer junior, syn bisnemena jest oskarżony o podwójne morderstwo ze szczególnym okrucieństwem dwójki ludzi we własnym mieszkaniu. Dowody są niepodważalne, a sprawę komplikuje fakt, że mężczyzna ani nie przyznaje się do winy, ani nie twierdzi, że nie popełnił tego czynu. Jednym słowem odmawia udzielania wyjaśnień. Jednak zarówno Kordian jak i Joanna widzą w całej sytuacji drugie dno, ponieważ wszystko jest aż nader oczywiste. Nie mylili się, cały czas prowadzona była podwójna gra. Nikt się jednak nie spodziewał takiego rozwoju wypadków.

Jak zwykle Mróz nie zawiódł mnie stylem pisania. Przez "Kasację" przeszłam jak przez masło. W każdej możliwej chwili sięgałam po książkę aby dowiedzieć się jak rozwija się fabuła, która do samego końca trzymała w niepewności i napięciu. Doskonale oddał również klimat warszawskiej korporacji i bezwzględnego wyjściu szczurów. Ah i jeszcze bardzo ważny element, o którym nie można nie wspomnieć, pomimo tego, iż "Kasacjii" bliżej do kryminału niż komedii to jednak w wielu miejscach autor wykazuje duże, inteligentne poczucie humoru. Cięty język głównej bohaterki dodaje smaczku całej historii. Już nie mogę doczekać kolejnej części.

 

wtorek, 13 października 2015

Między Światami Roxana Saberi

Notuję kolejny już powrót po krótkiej nieobecności, ale początkowo zmogła mnie choroba a potem nawał obowiązków w pracy. Jednak dziś powracam do Was z bardzo przejmującą lekturą Roxany Saberi "Między Światami" wydawnictwa SQN. Nie ma żadnej tajemnicy w tym, że książki oparte na faktycznych wydarzeniach zajmują szczególne miejsce w mojej biblioteczce

Każda przeczytana książka sprawia, że nasze wnętrze staje się bogatsze, jednak dzieła opowiadające prawdziwe historie zapadają głęboko w naszą duszę. Jedną z takich historii jest książka Roxany, dziennikarki pochodzenia amerykańsko- irańskiego. Młoda kobieta, postanowiła przenieść się z Ameryki do Iranu poznać ojczyznę swojego ojca, jednocześnie pracując w swoim zawodzie. W momencie odebrania jej akredytacji dziennikarskiej zamiast wrócić do rodziny, rozpoczyna pracę nad książką, opowiadającej o swojej drugiej ojczyźnie. Zbiera materiały, przeprowadzając liczne wywiady z ludźmi z różnych grup społecznych. Przez cały okres działalność Roxana jest na celowniku władzy, która tylko czeka na odpowiedni moment, aby dokonać aresztowania i postawienia jej zarzutów szpiegostwa. Tak też się stało 31 stycznia 2009. Rankiem tego dnia Roxana zostaje zatrzymana w swoim mieszkaniu i osadzona w jednym z najcięższych więzień w Iranie. Przechodzi liczne przesłuchania mające na celu wymuszenie na niej przyznanie się do absurdalnych zarzutów. Na nic zdają dramatyczne zapewnienia o niewinności. Przedstawiciele władzy, zdawać by się mogło, pozostają głusi na dowody niewinności. Kobieta pozbawiona kontaktu ze światem zewnętrznym a zwłaszcza z rodziną, zaczyna toczyć wewnętrzną walkę ze sobą. Czy nie lepiej się przyznać do niepopełnionych czynów, ale za to wyjść na wolność? Po kilkunastu tygodniach Roxanie udaje się wydostać z niewoli. Jednak w dużej mierze stało się to dzięki wrzawie medialnej i politycznej, która rozgorzała na całym świecie. Muszę przyznać, że aż ciarki przechodzą na myśl o tym, że w obecnych czasach, gdzieś w niedalekim sąsiedztwie można zostać oskarżonym i skazanym bez śledztwa, bez prawa do obrony i to na podstawie wyssanych z palca zarzutów. Jak w takiej sytuacji wydostać się ze środka samego piekła. Czy gdyby w okół całej sprawy nie było tyle szumu, to czy Roxana Saberi nadal nie tkwiła by w wiezieniu w Evin? A może już by nie żyła, gdyż i takie przypadki widziały mury tego miejsca. 

"Między Światami" nie jest powieścią sensacyjną, trzymającą w napięciu od początku do końca jest jednak bardzo poruszającą historią. Warto ją przeczytać chociażby dlatego, aby zobaczyć jak trudne i niebezpieczne jest życie zwykłych ludzi w Iranie, nie mówiąc już o osobach zaangażowanych społecznie bądź naukowo. Dzięki lekturze docenisz i zrozumiesz czym jest wolność i jak ważna jest w życiu każdego z nas.

czwartek, 17 września 2015

Zaadoptuj książkę

Drodzy mili,podczas porządkowania biblioteczki wpadłam na pewien pomysł. W związku z tym, iż posiadam kilka książek, które poszukują nowego domu, a osobiście nie potrafiłabym wyrzucić żadnej pozycji, dlatego też ogłaszam akcje "Zaadoptuj książkę". Co jakiś czas będę wrzucać posta z książkę dla której chętnie znajdę nowy dom.

Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem napiszesz słowo "chcę", oraz po jaką książkę powinnam teraz sięgnąć i dlaczego. W dniu 30.09. wybiorę jedno osobę, która zaciekawi mnie swoją rekomendacją i która przygarnie poniższą pozycję. Będzie mi bardzo miło jeśli polubicie mnie na facebooku o TU


Dzisiaj szukamy domu dla "Dziecko gwiazd Atlantyda" Michaliny Olszańskiej

piątek, 11 września 2015

Ekspozycja, czyli po raz pierwszy napaliłam się na nowość wydawniczą.

"Ekspozycja", czyli kolejna rozprawa o Mrozie. Jeśli jeszcze nie wiesz kim jest rzeczony Pan Mróz to odsyłam Cię do mojej recenzji "Parabellum".  Jeśli jednak jesteś świadom o kim mowa, a jeszcze nie czytałeś tej nowości, to tym bardziej zainteresuje Cię moje spojrzenie na pierwszy tom trylogii przygód kapitana Forsta. 
Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się ze śliniącym językiem czekać na jakąś nowość wydawniczą. Tak się stało tym razem w przypadku "Ekspozycji" Remigiusza Mroza. Już miałam być twarda, już miałam nie ulegać pokusom. Jednak w księgarni nogi kierowały się do wyjścia, a głowa dalej wpatrywała się w książkę. I tak kupiłam ją, kupiłam i zgrzeszyłam, a może nie to nie ja tylko moja karta kredytowa. Pocieszam się tym, że Mróż to jednak marka sama w sobie. 
"Ekspozycja" jest pierwszą częścią trylogii przygód komisarza Wiktora Forsta. Rozpoczyna się tajemniczym morderstwem, dokonanym w Tatrach a dokładniej na szczycie Giewnotu. Na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na samobójstwo. Jednak doświadczenie komisarze nie pozwala, podejść do sprawy schematycznie. W ciele denata, który zostaje zidentyfikowany jako profesor uniwersytecki, odnajduje starożytną monetę. Sprawa zaczyna się robić wyjątkowo tajemnicza. Niespodziewanie Forst zostaje całkowicie odsunięty od śledztwa. Podejrzewa jednak, iż jest to działanie celowe, podszyte drugim dnem. Zawieszony komisarz postanawia wraz z dziennikarką Olgą Szerbską, na własną rękę rozwikłać tajemnicę morderstwa, zwłaszcza że pojawiają się kolejne zabójstwa. Kobieta podejmując współpracę z Wiktorem, nie podejrzewała, że zostanie wpląta w taki nieprawdopodobny ciąg zdarzeń, a jej życie wiele razy będzie zagrożone. Fabuła mknie tak szybko, że aż trudno złapać oddech.
To już trzecia książka Remigiusza Mroza, którą przeczytałam i mimo mojej całej sympatii dla tego autora muszę przyznać, że "Ekspozycja" podobała mi się najmniej. Jestem wychowana na kryminałach Cobena, dlatego też mam duże wymagania związane z zawikłaniem i zagadkowością fabuły. Tu mi tego zdecydowanie zabrakło. Autor położył większy nacisk na głównego bohatera i jego czasami aż niewiarygodnych przygodach. Ja bym osobiście wolała, aby bardziej rozwinąć temat tajemnicy zabójstw.Większa część "Ekspozycji" mnie nie porwała, ponieważ przewidywałam, że Forst zaraz wpadnie w mega niebezpieczne tarapaty ale i tak szybko się z nich wykaraska. Dopiero pod koniec książki zżerała mnie ciekawość, kto stoi za serią tajemniczych zabójstw. Żywię jednak nadzieję, że Mróz w tej pierwszej części się dopiero rozkręcał. Podsumowując, przyznaję że mimo moich uwag, Remigiusz Mróz ma tak lekkie pióra, iż każdą jego książkę czyta się z wielką przyjemnością.
PS. "Kasacja" już czeka na półce na swoją kolej.
"Ekspozycja"
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo FILIA
2015
s.474
 

piątek, 28 sierpnia 2015

Ałbena Grabowska winna mojego uzależnienia

Cudze chwalicie, a swojego nie znacie, czyli dzisiaj kolejny post poświęcony książce popełnionej przez polskiego pisarza. A dokładniej przez pisarkę Ałbene Grabowską. "Stulecie Winnych" bo o tej książce będzie dzisiaj mowa to kolejna pozycja ostatnich tygodni, która oczarowała mnie swoją treścią. Zanim pokrótce zarysuje fabułę, kilka słów na temat samej autorki. Pani Ałbena, posiadająca w swym drzewie genealogicznym korzenie rumuńskie, jest praktykującym lekarzem neurologiem-epileptologiem. Jakby tego było mało jest mamą trójki dzieci. Przyznam szczerze, że stanowi ona dla mnie inspirację i motywację do tego, iż niezależnie od wykonywanego zawodu można tworzyć książki. Jedną z takich książek właśnie stworzyła.

"Stulecie Winnych" jest pierwszą częścią trylogii, opowiadającej o dziejach rodziny Winnych na przełomie wszystkich ważnych wydarzeń w historii Polski. Dzieje te rozpoczynają się tuż przed wybuchem I Wojny Światowej, narodzinami dwóch bliźniaczek Marii i Anny. Podczas tych narodzin umiera matka dziewczynek, pozostawiając swojego męża Stanisława z czwórką maleńkich dzieci. Na co dzień w opiece nad dwójką chłopców i bliźniaczkami pomaga najbliższa rodzina mężczyzny. Wydawać by się mogło, że życie powoli wraca do normy. Jednak wybuch wojny, długie lata biedy, głodu i epidemii hiszpanki brutalnie doświadczają członków rodziny Winnych. Przez całą książkę możemy obserwować, jak podczas tych ciężkich zmagań odchodzą kolejni członkowie rodu. Pomimo tego, że towarzyszymy w życiu wszystkich bohaterów, to na plan pierwszy wysuwają się Mania i Ania. Dziewczynki tak różne od siebie, w tych trudnych czasach, przeżywają swoją młodość, pierwsze miłości i dramaty.

Dzieło Ałbeny Grabowskiej czytało mi się bardzo dobrze, można rzecz że w z wypiekami na twarzy. Obecnie moja mama zarywa na nią noce. Autorka w taki sposób wykreowała bohaterów, że po zakończeniu zaczęłam za nimi tęsknić. "Stulecie Winnych" jest książką przepełnioną wielką dawką emocji i ludzkich dramatów. Pokazuje jednak, że mimo wszelkich przeciwności życie toczy się dalej, a narodziny i śmierć są nieodzownie związane ze sobą.

Podsumowując, bardzo zachęcam was do sięgnięcia po tą lekturę,ponieważo mi osobiście rzadko zdarza się, tak komplementować książki polskich pisarzy. Ja tymczasem już nie mogę doczekać się, kiedy przeczytam drugą i trzecią część.

środa, 12 sierpnia 2015

Dlaczego zakochałam się w Mrozie?

Rzadko zdarza mi się, abym zachwycała się jakąś określoną książką, aż do takiego stopnia. Nie wspominając o tym, że autorem tego dzieła jest nasz rodzimy pisarz Remigiusz Mróz. Tak dobrze podejrzewacie. Dzisiaj na warsztat biorę moją ulubioną lekturę ostatnich tygodni czyli "Parabellum". Jednocześnie opowiem zarówno o pierwszej "Prędkość ucieczki", jak i o "Horyzoncie zdarzeń, czyli części drugiej. Biorąc pod uwagę, że przeczytałam już obydwie, nie widzę sensu rozdzielać recenzje na dwa osobne posty.
Remigiusz Mróz, polski pisarz, młody, nieprzyzwoicie młody. Odkryłam go całkiem niedawno, pomimo tego, że na blogach i youtube wrzało od recenzji jego innej książki tj. "Kasacja". Tak na marginesie ją też będę musiała przeczytać i to koniecznie. Ja jednak rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością tego autora od "Parabellum". Akcja książki rozpoczyna się w sierpniu 1939 r. na granicy polsko-rumuńskiej, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Sierżant Bronisław Zaniewski wraz ze swoją jednostką szykują się na odparcie pierwszego ataku wroga i obronę granic kraju. W tym samym czasie młodszy z braci Zaniewskich Stanisław, przebywający w Warszawie ma całkowicie inne rozterki. Postanawia oświadczyć się swojej dziewczynie i obawia się jaki będzie finał tych starań. Wszystko toczy się swoim rytmem aż do końca sierpnia. 1 września i wybuch wojny wywraca życie wszystkich do góry nogami. Armia sierżanta Zaniewskiego zostaje rozbita, a o sam wraz z kilkoma kompanami próbuje przedostać się przez okupowane tereny i dołączyć do większego oddziału polskich wojsk. Nie trzeba dodawać, że jest to bardzo niebezpieczne zadanie. Ich życie wielokrotnie będzie narażone a i nie wszyscy dotrwają do końca. Podczas gdy starszy Zaniewski walczy z wrogiem, Stanisław wraz z narzeczoną postanawiają opuścić Warszawę i uciekać do Francji przez III Rzeszę. Motywowani są żydowskim pochodzeniem dziewczyny, która miałaby nikłe szanse na przeżycie, pozostając w zajętej stolicy. Ich plan to czyste szaleństwo, ponieważ wszyscy uciekają na wschód, oni natomiast pchają się prosto w paszcze lwa. Akcja książki mknie w takim tempie, iż trudno złapać oddech. Niektóre sceny trzymają w takim napięciu, że atmosferę można kroić nożem. W pewnych momentach miałam ochotę schować się za kanapą a całą akcję przewinąć do przodu. Tłem opisywanych historii jest II Woja Światowa, jednak po raz pierwszy spotkałam się z takim sposobem jej przedstawienia. Nie jest bohaterem pierwszoplanowym, ponieważ na plan pierwszy wyeksponowane zostały historie głównych postaci. Nie spotkałam się nigdy też z tym, aby kontekst wydarzeń opisany został z perspektywy niemieckiego okupanta. Christian Leitner kapitan Wermachtu jest jednym z niemieckich agresorów, ale jest również człowiekiem z krwi i kości, ma rodzinę, uczucia, wrogów. 
Bardzo, ale to bardzo polecam Wam "Parabellum" i już nie mogę doczekać się III i IV części. W dniu, w którym kończę tego posta jest premiera nowej książki Mroza "Ekspozycja" i już mnie skręca przed pofrunięciem do księgarni. No ale wiecie moja karta płatnicza ma szlaban i siedzi w domu.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Book Haul. Nie ma czytania bez pisania.

Zdecydowanie za długo mnie tutaj nie było,  aż wstyd się przyznać. Tak naprawdę nie wiem czym to było spowodowane. Może kryzys twórczy, a może zmęczenie materiału. Pomimo mojej nieobecności na blogu, w ostatnim okresie pochłaniałam duże ilości książek. Jednak taka sytuacja nie mogła przecież trwać w nieskończoność. Dzisiejszego ranka stwierdziłam, że dopóki nie wrócę do regularnego tworzenia postów, dopóty nie będę poświęcać tyle czasu na czytanie. Jakżem powiedziała, tak też zrobiłam. I tym o to sposobem witam Was ponownie. Długo się zastanawiałam jakim postem uczcić mój powrót i oczywiście nie mogło by być to nic innego jak haul z ostatnich tygodni. Zanim jednak przejdę do przedstawienia książek, muszę Wam powiedzieć, że ostatnimi czasy przeszłam swoisty detox książkowy. Oznacza to nic innego jak zmianę filozofii kupowania książek. Do niedawna gdy tylko zobaczyłam promocje za 9,99 zł, "rzucałam" się na nią bez większego zastanowienia czy tak naprawdę chce je przeczytać. Tym o to sposobem stałam się posiadaczką pokaźnej kolekcji książek "do przeczytania". Nawet przy poważnym kryzysie finansowym będę miała co czytać przez najbliższy rok. Ale nie to jest w tym wszystkim najbardziej niepokojące. W pewnym momencie zauważyłam, że po książki które leżą już u mnie jakiś czas, sięgam mniej chętnie, najbardziej atrakcyjne są świeże zakupy. Musiałam coś z tym problemem zrobić. Już od dwóch miesięcy skutecznie wprowadzam w życie plan kupowania 2-3 książek, które tak naprawdę chcę przeczytać od razu, bez odkładania ich na półkę. I powiem Wam szczerze lepiej mi z tym. Nie zrezygnowałam jednak z księgarni internetowych bo właśnie w nich dokonuje prawie wszystkie swoje zakupy. No dobrze koniec już tego filozofowania, już przechodzę do moich ostatnich zakupów.

Na pierwszy ogień idzie "Parabellum" Remigiusz Mróz. Zdążyłam już ją przeczytać i co mogę powiedzieć zakochałam się. Już dawno nie miałam w łapkach tak wciągającego dzieła. Kolejna to również mój hit czyli "Stulecie Winnych" Ałbena Grabowska. Przeczytałam jednym tchem i już pocztą idzie kolejna część. "Obca" i "Uwięziona w bursztynie" Diana Gabaldon, przyznam się, że skusiło mnie to całe szaleństwo w sieci. Przeczytałam pierwszą część, druga czeka w kolejce, ale mam mieszane uczucia i jeszcze nie wiem co dalej pocznę z tym fantem. Przedostatni całkiem świeży nabytek to "Cyrk Nocy" Erin Morgernstern, zakupiony po tym jak ukazała się w filmach moich ulubionych booktuberek. A na deser zostawiłam sobie książkę, z której jestem najbardziej zadowolona. Moje zadowolenie sięga takiego stopnia, że zostawiłam ją sobie do przeczytania na jakąś szczególną okazje. A mam na myśli "Szczygła" Donny Tartt. Kręciłam się w okół niej już od jakiegoś czasu, jednak cena 55 zł skutecznie mnie odstraszała. Byłam cierpliwa i trzymałam swoją kartę płatniczą na wodzy. Aż tu pewnego dnia trafiła mi się taka okazja i za niespełna 30 zł mały szczygiełek trafił do mojego domu. 

I to by było na tyle w dzisiejszym poście. Nawet całkiem pokaźna notka z tego wyszła jak na taką przerwę. Witam ponownie i gorąco Was pozdrawiam.

piątek, 15 maja 2015

Ogromny Haul kwietniowy

Dzisiaj zapraszam Was na haul kwietniowy. Jednak nie będzie to taki zwykły haul to będzie prawdziwe "holisko". W marcu kupiłam tylko jedną książkę i może dlatego postanowiłam zaszaleć w kwietniu. No nie wiem, ale sami powiedzcie czy można przejść obojętnie obok takich książkowych okazji? Mi się wydaje, że nie. Oczywiście, jak czytam Wasze blogi to z podziwem przyglądam się Waszej współpracy w wydawnictwami, aż ślinka cieknie na te wszystkie nowości. Jednak ja jeszcze nie zyskałam takich możliwości, dlatego też posiłkuję się promocjami, ponieważ kocham książki w każdej ilości. Nie przedłużając, przechodzę do konkretów. Pierwsza okazja na owocne łowy pojawiła się w TESCO. Na dziale wyprzedaży wypatrzyłam następujące książki za 3,50 zł:
  1. "Stieg Larson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie"- Barry Forshaw
  2. "Rzeki Hadesu"- Marek Krajewski
  3. "Nie mów nikomu"- Harlan Coben
  4. "Między Nami"- Małgorzata Tusk

Następna pokusa, niestety pojawiła się podczas przeglądania instagrama. Zauważyłam u innych blogerek książkowych, że empik na swojej stronie internetowej rozpoczął wyprzedaż. No i w tym przypadku poleciało zamówienie na 6 pozycji:

  1. "Chemia Śmierci"- Simon Beckett
  2.  "Klan Czerwonego Sorga"- Mo Yan
  3. "Dziunia"- Anna M. Nowakowska
  4. "Świat Królowej Marysieńki"- Kornelia Stepan
  5. "Chwile, które nie znamy, opowieść o Marku Grechucie"- Marta Sztokfisz
  6. "Chce się żyć"- Maciej Pieprzyca
Po szaleństwach empikowych, napadłam ponownie na Tesco i zakupiłam:

  1. "Kroniki Klary Schulz- Sprawa Pechowca"- Nadia Szagdaj
  2. "Nędznicy"- Wiktor Hugo
  3. "Niedziela nas Sekwaną"- Susan Vreeland
Dwie ostatnie pozycje dorwałam za 3,50 !!

A na koniec oczywiście porwało mnie również szaleństwo biedronkowe i musiałam, naprawdę musiałam posiadać tą całą kolekcję:
  1.  "Duma i uprzedzenie"- Jane Austen
  2.  "Północ i Południe"- Elizabeth Gaskell
  3.  "Opactwo Northanger"- Jane Austen
  4.  "Rozważna i romantyczna"- Jane Austen
  5.  "Panie z Cranford"- Elizabeth Gaskell
I to by było na tyle. Bardzo imponująco wygląda ten stosik. Zaszalałam w kwietniu. W maju obiecuję 

sobota, 2 maja 2015

WYNIKI ROZDANIA KSIĄŻKOWEGO

I już po wszystkim. Pierwszy konkurs na blogu dobiegł końca. Niestety co dobre szybko się kończy. Podsumowując w rozdaniu wzięło udział ponad 30 osób. Dzięki Wam dowiedziałam się o wielu ciekawych książkach, które na pewno prędzej czy później wpadną w moje łapki. Miałam również okazję poznać Was i wasze blogi. Na pewno będę teraz częściej do Was zaglądać. Chciałam jeszcze bardzo podziękować za tak liczny udział w konkursie. A teraz przechodzimy do meritum sprawy. Zwycięzce wylosowałam wczoraj, jako sierotka został wydelegowany Pan Jeszcze Niepoślubiony, który dzielnie pomógł przy wyłanianiu szczęśliwego losu. I tak oto pierwsze rozdanie książkowe na blogu Eksperyment Życie wygrała "Zjadam Skarpety". Gratuluję i już spieszę ustalać szczegóły przesyłki. 
Pozdrawiam Danusia

sobota, 25 kwietnia 2015

DOMOFON Zygmunt Miłoszewski

Muszę się przyznać do tego, że z polskimi pisarzami jakoś mi nie po drodze. Jednak pomału, powolutku poznaję coraz to ciekawsze nazwiska. Jednym z nich jest Zygmunt Miłoszewski, którego odkryłam dopiero niedawno, zaczytując się w jego horrorze pod tytułem "Domofon". Szczerze to nie przepadam za horrorami i to jeszcze takimi, które tak bardzo oderwane są od rzeczywistości. Tym razem miło się rozczarowałam. Książę tego autora pochłonęłam nawet nie wiem kiedy, chociaż sytuacja jaka się w niej dzieje jest tak abstrakcyjna, że trudno sobie to wyobrazić. Dodatkowo Miłoszewski operuje lekkim piórem, iż czytanie "Domofonu" było czystą przyjemnością. A o czym jest tak naprawdę dzieło tego pisarza.
Akcja książki toczy się w Warszawie na Bródnie, w bloku z wielkiej płyty. Jak się okazuje jest to tajemniczy i nawiedzony blok, ale o tym później. Młode małżeństwo Agnieszka i Robert, postanawiają rozpocząć nowe życie, przeprowadzając się z prowincji do Warszawy. W piątkowe popołudnie wprowadzają się do bloku na Bródnie. To co zastają na klatce schodowej odstraszyło by każdego normalnego człowieka. Na zalanej krwią klatce schodowej leży człowiek bez głowy. Nie wygląda to na morderstwo a na nieszczęśliwy wypadek. Ta sytuacja zapoczątkowała jednak szereg tak absurdalnych zdarzeń trudnych do wyjaśnienia. A zaczęło się od nawiedzonej widny. Kiedy Agnieszka postanawia wreszcie przełamać swój lek i wsiada do niej, słyszy narastający płacz dziecka i zapach spalonych włosów i skóry. Muszę Wam powiedzieć, że kiedy czytałam ten fragment wieczorem w łóżku, miałam wrażenie, że zaraz mi z tej książki coś wyskoczy. Winda to jednak tylko drobnostka. W pewien poranek okazuje się, że nikt z mieszkańców nie może wydostać się z bloku, przekraczając próg, wkraczają w czarną nicość, która wypluwa ich z powrotem do środka budynku. Groza narasta, ludzie zaczynają mieć halucynacje i słyszeć dziwne głosy. Zadziwiające było również to, iż zaistniała sytuacja nie wzbudzała w większości mieszkańców paniki. Nikt histerycznie nie próbował wydostać się na zewnątrz. Wszystko to zaciekawiło Agnieszkę oraz Wiktora, dziennikarza i mężczyznę z przeszłością w jednej osobie. Stopniowo odkrywają historię i tajemnicę miejsca na którym postawiono budynek z wielkiej płyty. Wygląda to tak jakby przeszłość postanowiła zemścić się za wyrządzone krzywdy. Aby poznać zakończenia tego tajemniczego horroru musicie sięgnąć po "Domofon" Dodam tylko, że po lekturze tej książki bardziej zainteresowałam się twórczością Zygmunta Miłoszewskiego.
Pozdrawiam Danusia

"DOMOFON"
Zygmunt Miłoszewski
Grupa Wydawnicza Foksal
liczba stron: 382
Zakupiona w biedronce po 9,99 zł

piątek, 17 kwietnia 2015

!!!!!! KONKURS !!!!!

Tak, właśnie tak. Wreszcie nadszedł ten moment, że mogę ogłosić rozpoczęcie pierwszego konkursu na blogu. Mam nadzieję, że zdążyliście już zauważyć moją miłość do książek. Kocham książki i kocham się nimi dzielić. Niestety nie nawiązałam jeszcze żadnej stałej współpracy z żadnym wydawnictwem, dzięki któremu mogłabym pozyskać trochę pozycji dla Was, dlatego też w całości sponsorem tego konkursu jestem ja. Do wygrania jest zestaw książek, które wyszperałam na półkach mojej biblioteczki bądź na regałach księgarni. Mam świadomość tego że nie są to jakieś wielkie fajerwerki, ale nawet nie wiecie ile przyjemności sprawia mi dzielenie się pasją czytania.

Zasady konkursu
  1. Konkurs trwa od 17.04.2015 do 30.04.2015 do godz 23.59
  2. 01.05.2015 wylosuję jednego zwycięzcę, z którym skontaktuję się drogą meilową
  3. Aby wziąć udział w konkursie należy:
    • polubić stronę bloga na facebook'u o ---->TUTAJ<----
    • udostępnić na swoim profilu na facebook'u bądź blogu post konkursowy
    • zostawić w komentarzu pod tym postem adres swojego meila oraz napisać jaka jest wasza najbardziej ukochana książka
    • do wygrania jest zestaw trzech książek widoczny na zdjęciu poniżej
    • dodatkowo jeśli liczba wyświetleń na blogu wzrośnie do 5 tys. dołożę kolejną książkę do konkursowego stosiku.  

 Zapraszam do zabawy i życzę powodzenia.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Złodziejka, która skradła mi serce

W swoim, życiu przeczytałam już dużo książek, jednak niewiele z nich sprawiło, że moje emocje były mocno poruszone. Dawno już nie płakałam podczas czytania, ponieważ ciężko doprowadzić mnie do łez. Tak się stało ostatnio, kiedy spędzałam popołudnia ze "Złodziejką książek" Markus'a Zusak'a. Dostałam ją w prezencie jakieś dwa miesiące temu. Sama chyba bym się nie zdecydowała na jej kupno, ponieważ tkwiłam w przeświadczeniu, że jest to książka raczej młodzieżowa. Na szczęście pomyliłam się. Przeczytałam ją w kilka wieczorów, połykając kolejne strony. Podsumowując moje subiektywne odczucia, stwierdzam, że "Złodziejka książek" mnie zachwyciła. A tym czasem szybciutko przechodzę do fabuły.
Książka Markus'a Zusak'a jest dość nietypowa, ponieważ narratorem całej opowieści jest tajemnicza postać, nie nazwa wprost, jednak możemy z całą pewnością stwierdzić, że jest to Śmierć. Historia opisana w "Złodziejce książek" osadzona jest głęboko w temacie Holokaustu. Połączenie śmierci i Holokaustu jest dość ryzykowną mieszanką, jednak autor poradził sobie z tym znakomicie. Główną bohaterką książki jest Liesel Meminger, która podczas wojny zostaje oddana przez swoją matkę na wychowanie niemieckiej rodzinie. W czasie tej podróży umiera jej mały braciszek. Podczas jego pogrzebu Liesel kradnie swoją pierwszą książkę "Podręcznik grabarza". To właśnie dzięki niej dziewczynka nauczy się czytać. Chęć nabycia tej umiejętności tkwiła w niej od samego początku. I to właśnie przybrany ojciec Hans Hubermann wprowadzał Liesel w świat liter i słów, zdanie po zdaniu, kartka po kartce. Kolejną książkę dziewczynka ukradła z podpalonego przez nazistów stosu książek zakazanych. Było to bardzo ryzykowne z jej strony. Jednak pasja do książek  i czytania przezwyciężyła strach. Kolejne strony, kolejnych lektur Liesel pochłaniała w sekrecie, w bibliotece żony gubernatora. Dzieje się tak do czasu, kiedy gubernatorowa rezygnuje z wykonywanej przez jej przybraną matkę pracy. Wtedy to kradnie z jej biblioteki kolejne książki.
Czasy, w których żyje Lisesel są trudne i niebezpieczne, jednak od momentu kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia młodemu Żydowi, zmienia się wymiar zagrożenia i niebezpieczeństwa. Życie dziewczyny zmienia się na zawsz., Jedyną stałą w jej istnieniu są książki, które czyta wszystkim zgromadzonym w schronach podczas nalotów, nawiedzających ich miasto. Jednak nie poprzestaje na czytaniu. Coraz więcej czasu spędzała w piwnicy, pisząc dzieło swojego życia. Właśnie podczas jednej z conocnych pisarskich sesji Śmierć przyszła po jej przybraną rodzinę i wszystkie osoby zamieszkujące jej sąsiedztwo.
Nie można jednoznacznie stwierdzić czy zakończenie książki jest tylko i wyłącznie tragiczne. Ja tak  bardzo związałam się z główna bohaterką, że podczas ostatniej sceny, łzy płynęły mi jak grochy, a muszę przyznać, że rzadko mi się to zdarza. Płakałam jak bóbr.
Zdecydowanie polecam "Złodziejkę książek" i jestem ciekawa czy na tych z Was, którzy ją czytali, też wywarła takie wrażenie.
Pozdrawiam Danusia

wtorek, 7 kwietnia 2015

Stosik książkowy #4- TBR April

Ostatnio więcej u mnie czasu na czytanie niż na pisania. Nie ukrywam, że święta pomogły mi nieco nadrobić te zaległości. Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym stosikiem książkowym na najbliższe tygodnie. Wszystkie poprzednie pozycje zaliczyłam, choć jeszcze nie zdążyłam skrobnąć recenzji, ale wszystko oczywiście nadrobię. Za oknem iście zimowa aura, która na pewno będzie sprzyjać leniwym, czytelniczym popołudniom. Zamierzam to wykorzystać i przeczytać kilka pozycji. Zacznę od Joanny Bator  "Piaskowej Góry" oraz "Chmurlandii". Pierwszą z nich już czytam z całkiem niezłym skutkiem.

Tak stałam sobie przed swoją biblioteczką i zastanawiałam się co by tu jeszcze chapnąć.  Zdecydowałam się na trzy pozycje.  Pierwsza to Dan Brown "Anioły i Demony" po "Kodzie Leonarda da Vinci" mam zdecydowany niedosyt. Na deser zostawiam sobie dwie książki oparte na rzeczywistych historiach. Mowa tu o książce "Sześć pięter luksusu" autorstwa Cezarego Łazarewicza, która opowiada o dziejach największego niegdyś domu towarowego w Europie Środkowej, który działał na Brackiej 25 w Warszawie. "Max Factor Człowiek, który dał kobiecie nową twarz" Fred E. Basten to biografia założyciela jednego z największych obecnie koncernów kosmetycznych. Przecież wiosna u mnie nie mogła by się obejść bez żadnej wciągającej biografii.

I tak oto prezentuje się mój kolejny stosik na najbliższe wiosenne dni. A Wy co zamierzacie przeczytać?
Pozdrawiam Danusia

niedziela, 5 kwietnia 2015

Widzę Cię

Dzisiaj recenzja książki jakiej jeszcze u mnie nie było. A mam tu na myśli "Widzę Cię" Irene Cao. Książka napisana na podobieństwo "Pięćdziesięciu Twarzy Grey'a". Dostałam ją w lutym jako prezent urodzinowy i miałam w stosunku do niej duże oczekiwania. Nie będę tutaj, ściemniać, że Grey' a nie czytałam, bo tak nie było. Był okres w moim życiu, że łyknęłam go jednym tchem. Jeszcze do niedawna gdzieś tam się błąkał po mojej biblioteczce. Jednak trochę podrosłam, a gust literacki mi ewoluował. Obecnie sama bym nie sięgnęłabym po taką lekturę, ale skoro już znalazła się w moim zasięgu, postanowiłam to wykorzystać. Przed snem wygodnie umościłam się w łóżku z nadzieją, że porazi mnie iskra namiętności. No nie, tego zdecydowanie nie było. Nawet nie byłam w stanie przeczytać ją do końca. Z prawie 300 stron przeszłam przez niespełna 150. Doszłam do takiego momentu, że zamiast czytać poszczególne strony, omiatałam je jedynie wzrokiem. Postacie stworzone przez autorkę są tak płaskie, że jak by uchwycić je w dwa palce, można by dostrzec wierzchołek Kasprowego Wierchu. Banalne dialogi między bohaterami nie dodawały autentyczności opisywanej historii. No i w końcu sceny namiętności i seksu. Namiętność była śmieszna lub nie było jej wcale. Uśmiałam się na fragmencie, w którym główna bohaterka czuje podniecenie podczas masażu stóp przez jej przyjaciela. Tego się nie do ubrać w słowa, to trzeba by było przeczytać. Sam seks ograniczał się do "włóż", "wyjmij" i ewentualnie "pomacaj". Było to opisywane na tyle szybko i bez budowania żadnych emocji i klimatu, iż miałam wrażenie, że jest to dla autorki dość wstydliwy temat. Jednym słowem podsumowania muszę przyznać, że nie widzę żadnych atutów tego dzieła literackiego. Może gdybym nie czytała "Pięćdziesięciu Twarzy Gery'a", nie miałbym porównania i książka Irene CAO zrobiłaby na mnie większe wrażenie. Ale już koniec tego subiektywizmu czas na krótkie, bardzo krótkie streszczenie fabuły.

Akcja książki dzieje się we Włoszech, w Wenecji. Bohaterką jest 20-letnia Elena, absolwentka Szkoły Konserwacji Zabytków, która po raz pierwszy, samodzielnie podejmuje pracę przy odrestaurowaniu fresku w ogromnym holu starego i od dawna niezamieszkanego pałacu w samym sercu miasta. Właśnie tam poznaje Leonarda, światowej sławy szefa kuchni. I to właśnie od odkrywa przed nią tajniki erotycznego raju. I to by było na tyle . Tyle tylko zapamiętałam, niestety nie wiem jak się kończy, ponieważ jak już wcześniej wspominałam po raz pierwszy od dawna nie dokończyłam czytania. Dodam jedynie, że jest to pierwsza część trylogii Irene Cao, druga i trzecia jest już dostępna w sprzedaży. Szkoda by mi było jednak tych kilkudziesięciu złotych, bo można je spożytkować o wiele lepiej. A może Wy macie odmienne zdanie, może to tylko ja wyrosłam z takiej literatury i nie doceniam jej zalet.
Pozdrawiam Danusia

środa, 1 kwietnia 2015

Haul ksiązkowy marzec 2015

Marzec minął, nawet nie wiem kiedy. Miesiąc ten stał pod znakiem nieograniczonych obowiązków zawodowych.  Dlatego też nie dość, że nie miałam dużo czasu na czytanie to nie w głowie mi były zakupy książkowe. W związku z tym dzisiejszy haul będzie marniutki. Z jednej strony cieszę się z takiego stanu rzeczy, ponieważ wdrażam plan niekupowania książek na zapas. W tym miesiącu się to udało. Przeczytałam kilka zaległych pozycji, zakupując tylko jedną. Skusiłam się jedynie na "Ziarno Prawdy" Zygmunta Miłoszewskiego, dołączone do czasopisma "Uroda na życie" za 14,99 zł. Obecnie można kupić kolejną książkę Miłoszewskiego z tej serii, jednak ja z 3 posiadanych już lektur tego autora przeczytałam dopiero jedną. Dlatego postanowiłam dać sobie na wstrzymanie, bo ostatnio zbytnio nadwyrężam swój budżet.


Na moje usprawiedliwienie muszę napisać, że w marcu pożyczyłam od znajomej dwie książki Joanny Bator, autorki która pochodzi z mojego miasta i wiele historii opisywanych w jej dziełach toczy się w miejscach dobrze mi znanych. "Piaskowa Góra" i "Chmurlandia" jeśli się sprawdzą to wylądują w mojej biblioteczce.
I to by było na tyle w tym króciutkim haulu. A u Was jak wyglądał marzec, pewnie bardziej owocnie.
Pozdrawiam Danusia

sobota, 28 marca 2015

Babie lato czyli czy literatura kobieca może być wciągająca.

Do obyczajowej literatury kobiecej, zwłaszcza polskiej, zabieram się zawsze jak pies na jeża. Jak do tej pory nie miałam dobrych wspomnień związanych z tym gatunkiem. Jednak ja nigdy, na zawsze nie przekreślam żadnego gatunku, w szczególności gdy mam do czynienia z jakimś nowym, nieznanym mi autorem. Robię tak dlatego, ponieważ moja podświadomość nie mogła by znieść faktu przeoczenia jakiejś ciekawej książki, opierając się jedynie na nabytych stereotypach. Dlatego też kiedy portal ekulturalni.pl zaproponował mi do przeczytania i napisania recenzji książkę "Babie lato" Danuty Pytlak, zdecydowałam się bez wahania. Jak na dzieło polskiej autorki książka jest objętościowo całkiem pokaźna, ale miałam obawy, że ta objętość może mnie przytłoczyć.
Chciałabym pokrótce opisać swoje wrażenia związane z tą pozycją. Zacznę może od plusów. W gatunku literatury kobiecej, łatwej i przyjemnej zawsze brakowało mi głębi bohaterów. Postacie były takie płytkie i trudno było odnaleźć w nich charakterystyczne cechy osobowości, przez co nie nawiązywałam więzi z tymi postaciami. W przypadku książki Danuty Pytlak nie spotkałam się z ty problemem, autorka stworzyła bardzo trójwymiarowych bohaterów, pełnych różnych cech charakteru. Dzięki czemu od samego początku bardzo związałam się z poszczególnymi osobami. Na plus zaliczyć należy również złożoną fabułę. Nie jest to tylko historia, opowiadająca o problemach życia codziennego dojrzałej kobiety, zamieszkującej wielką metropolię. Książkę czytało się prawie szybko. Dlaczego piszę prawie, ponieważ uważam, że książkę można by było skończyć jakieś ze 150 stron wcześniej. Właśnie ta końcówka według mnie jest sztucznie przeciągana, banalnymi dialogami bądź nic nie wnoszącymi opisami. Wygląda to tak, jakby autorka miała przymus napisana określonej liczny stron i musiała sztucznie napompować jej objętość. Zaliczam to na minus tej książki, ponieważ po wartkim początku sam koniec bardzo mi się dłużył. Osobiście rozszerzyłabym w zamian za to wątek odnalezienia matki i budowania z nią relacji. Była jeszcze jedna rzecz, która mnie irytowała podczas czytania, to infantylizowanie siostry głównej bohaterki. Rozumiem, że wychowywała się w domu dziecka i rozumiem, że przez kilkanaście lat żyła w osamotnieniu ale ta 33-letnia kobieta po pierwsze zachowuje się ja dwunastolatka a po drugie tak samo traktuje ją jej siostra. Wydawało mi się przez cały czas, że główna bohaterka odnalazła dziewczynkę a nie dorosłą kobietę. Ale się rozpisałam, a powinnam już przejść do tego o czym tak naprawdę jest ta książka. No to zaczynajmy.

Głowna bohaterka Michalina Szawłowska, pracownica korporacji po rozstaniu z mężem hazardzistą, lekarz diagnozuje u niech ciężką chorobę. Po rutynowej operacji zapada w śpiączkę i staje na krawędzi życia i śmierci. Udaje jej się jednak wyjść z całej sytuacji bez szwanku. W czasie rekonwalescencji udaje się po 15 latach nieobecności do Szamocin, odwiedzić dom odziedziczony po Babci, która praktycznie przez całe życie była dla niej najbliższą osobą. Michalinę mającą zaledwie kilka lat porzuciła matka, a ojciec oddał ją na wychowanie swojej matce. W dorosłym życiu kobieta utrzymywała z ojcem raczej chłodne stosunki. Po powrocie w strony swojego dzieciństwa odkrywa, że ma siostrę. Doznaje szoku i ma żal do ojca, że o niczym nie wiedziała. W pierwszą samotną Wigilię Bożego Narodzenia postanawia wrócić do Szamocin i spędzić ją z siostrą, która pomieszkiwała w nieogrzewanym baraku, bez pieniędzy i bez jedzenia. Od tego momentu możemy zaobserwować ja między dwiema zupełnie obcymi sobie kobietami, zaczynają rodzić się siostrzane uczucia. W międzyczasie ginie mąż Michaliny, który jak się okazało zamieszany był w aferę kryminalną, kładącą się cieniem na dalszym życiu bohaterki. Żeby Wam za dużo nie zdradzać, napiszę jedynie, że kobieta podejmując decyzje o związaniu swojego życia z rodzinną wsią, odnajduje nową miłość, remontuje dom, buduje nowe relacje z ojcem oraz odnajduje matkę. Po więcej szczegółów odsyłam Was do lektury "Babiego lata". Tak teraz kończąc tą recenzję muszę stwierdzić, że jest to całkiem motywacyjna książka, pokazująca że można wszystko zacząć od nowa i to z sukcesem.
Pozdrawiam Danusia

niedziela, 22 marca 2015

Endgame- wygraj albo zgiń

Czy zdarzyło Wam się kiedyś zaryzykować i sięgnąć po książkę, która na pierwszy rzut oka nie wpisywała się w wasze upodobania? Ja tak ostatnio zrobiłam. Lubię czasami w ramach odświeżenia, przeczytać coś, co całkowicie różni się od innych książek z mojej półki. Tym razem zdecydowałam się na dość intrygującą, jak dla mnie, pozycję czyli "Endgame- Wezwanie" autorstwa James Frey i Nils Johnson- Shelton wydawnictwa SQN. Osobiście nie przepadam za gatunkiem si-fi, dlatego też nigdy nie sięgnęłam po takie pozycje jak Harry Poter czy Igrzyska Śmierci. Co jednak spowodowało, że Endgame wylądowało u mnie w biblioteczce? Po pierwsze obietnica, że jest to książka jakiej świat nie widział, a po drugie zapewnienie że bohaterowie nie są obdarzeni nadprzyrodzonymi mocami, na co jestem szczególnie uczulona. Nie zawiodłam się. Lekturę pochłonęłam w kilka wieczorów. Zaszokował mnie również styl w jakim Endgame jest napisane. Jeszcze nigdy na nic podobnego się nie natknęłam. A i jeszcze zanim przejdę do samej treści, muszę Wam napisać, że Endgame to cały multimedialny projekt, w którym do wygrania jest 3 000 000 $. Pomiędzy kartami powieści znajdują się wskazówki, które pomogą rozwiązać zagadkę i stać się członkiem jednego z dwunastu pradawnych ludów.

 Dosyć tych wstępów czas na konkretną treść. Historia opisana w książce zaczyna się od uderzenia w Ziemię meteorytów, a dokładnie 12 meteorytów w 12 różnych częściach świata. Tylko nieliczni są świadomi tego, że nie jest to przypadkowe zdarzenia, a wezwanie to rozpoczęcia gry o losy świata. Młodzi ludzie, którzy są przedstawicielami dwunastu starożytnych cywilizacji, wyruszają na spotkanie Endgame- walki na śmierć i życie. Od dziecka byli szkoleni, aby stać się zabójcami doskonałymi. Aby wygrać gracze muszę dostarczyć keplerowi22b trzy klucze. Wygrać może tylko jeden z nich, a wszelkie metody są dozwolone. Mogło by się wydawać, że w takim razie jest to książka, w której krew leje się strumieniami a trup się ściele się gęsto. No i tak jest ja jednak dostrzegłam tam coś więcej. Jest w niej wiele emocji i uczuć zwłaszcza miłości, trudnych wyborów. Również stosunki i relacje między dwoma graczami, którzy zdecydowanie wybijają się na pierwszy plan historii, są mocno elektryzujące. Na duży atut opowieści trzeba zaliczyć, iż akcja rozgrywa się w rzeczywistych miejscach, zabytkach, które są dziedzictwem kulturowym ludzkości, między innymi Stonehenge.

Podsumowując osobiście jestem bardzo pozytywnie zaskoczona książką, bardzo zżyłam się z niektórymi bohaterami, co na początku wydawało mi się absurdalne. I nie wierzę w to co zaraz napiszę, ale z niecierpliwością czekam na kolejną część trylogii Endgame.
Pozdrawiam Danusia

niedziela, 15 marca 2015

Po prostu Elton

Pewnego pięknego, zimowo wiosennego popołudnia, pewne poważne wydawnictwo odpowiedziało na moją wiadomość, oferując możliwość wyboru książek do recenzji. Nie muszę mówić, że poczułam się zauważona i doceniona. No ale wracając do sedna rzeczy. Przeglądając poszczególne pozycje wydawnictwa SQN, nie mogłam nie wybrać książki, która jak mi się wydawało, powinna być biografią Eltona Johna. W rzeczywistości troszeczkę się pomyliłam. Jednak nie można powiedzieć, żebym się zawiodła.

"Miłość jest lekarstwem" jest książką o podejściu artysty do choroby jaką jest AIDS oraz jaką ważną rolę odgrywa ona w jego życiu. Zaskakujące jest to, że sam piosenkarz nie jest nosicielem wirusa HIV, a mimo wszystko poświęca wiele ze swojego czasu na walkę z tą epidemią. A wszystko zaczęło się od jednego małego chłopca, którego los postawił na drodze Eltona. Rayan White bo o nim mowa zakaził się wirusem, lecząc hemofilię. Jak to w ogóle możliwe, przecież nie był narkomanem, gejem, był tylko małym niewinnym dzieckiem? Stało się tak, ponieważ w ówczesnych latach 80 o HIV i AIDS nie wiedziano praktycznie nic, dlatego też w lekach dla hemofilików znajdował się niebezpieczny czynnik zarażający tą straszną chorobą. Tym o to sposobem miliony niewinnych ludzi w tym także i Rayan zachorowało na AIDS w konsekwencji nabycia wirusa HIV. Zostali wyrzutkami społeczeństwa, stygmatyzowanymi przez wszystkich wokół. Elton Jonh próbując uszczęśliwić i ułatwić ostatnie lata życia chłopca, oswajał i uświadamiał społeczeństwo. Rayan po kilku latach walki o normalne życie zmarł, jednak jego śmierć nie poszła na marne. Był to impuls do poprawy życia wszystkich chorych. Od tego momentu Elton na poważnie związał całe swoje życie z tą sprawą, zakładając fundację, pozyskującą fundusze na walkę z epidemią AIDS. W całej historii bardzo ciekawe jest podejście artysty do tej choroby. Nie dyskryminuje, żadnej grupy społecznej, prostytutki, gejów, narkomanów, wszystkich traktuje równo. Według niego HIV i AIDS da się pokonać, tylko trzeba zaangażowania środków finansowych oraz miłości, empatii i współczucia. Dopóki będziemy stygmatyzować ludzi zarażonych a sam temat choroby traktować jak tabu, dopóty liczba zarażonych nie będzie spadać. 
Dodatkowo Elton w książce przytacza wiele historii i dramatów prawdziwych ludzi zmagających się z tą chorobą. Zwraca również uwagę na to jak wielcy tego świata zamiatają wiele faktów pod dywan, próbując ugrać dla siebie korzyści.

Dzięki tej książce moja świadomość na temat tej choroby zdecydowanie wzrosła, co mogę niewątpliwie zaliczyć do plusów.Lubię poszerzać świadomość na temat otaczającego mnie świata.
A czy Wy macie swoje zdanie na temat HIV i AIDS?
Pozdrawiam Danusia

środa, 11 marca 2015

Stosik ksiażkowy #3- plany czytelnicze na najbliższe dni.

I nadszedł ten moment, w którym mogę się pochwalić, że udało mi się w pełni zrealizować poprzedni plan czytelniczy, dlatego też zabieram się za następny. A tym razem jest to plan bardzo ambitny. Na pierwszy ogień idzie, a właściwie już poszła książka Elton John "Miłość jest lekarstwem". Książkę dostałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN. Nie jest to biografia artysty, ale temat książki jest równie przejmujący. 

Od Eltona Johna przechodzimy do całkowicie odmiennego gatunku i tematu czyli jednego z moich prezentów urodzinowych czyli "Widzę Cię" Irene Cao. Erotyk mający pretendować do zajęcia miejsca "50 Twarzy Grey'a". No nie tak to nie jest. Możecie spodziewać się bardzo ciekawej recenzji.

"Złodziejka książek" Markus Zusak to kolejna pozycja tego stosiku. Urzekła mnie okładka tej książki. Już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła zatopić swoje oczy w jej kartki.

A na koniec dwie wisienki na czytelniczym torcie. Moje nowe odkrycie czyli Zygmunt Miłoszewski i jego "Domofon" oraz książka na którą bardzo długo się czaiłam, ponieważ nie jest to styl jaki zazwyczaj preferuję. Nie będę ukrywać, że jak typowa sroka w pierwszym kontakcie uwagę moją przyciągnęła złota okładka. Jednak zapowiedź, że jest to taka książka której świat jeszcze nie widział, też zrobiła swoje. A mowa tu O "Endgame" Frey & Johnson- Shelton. Jak tylko wydawnictwo SQN dało mi możliwość wyboru książki to nie wahałam się długo.

Pozdrawiam Danusia

sobota, 7 marca 2015

Zapisane w kościach

Kto z Was lubi oglądać seriale kryminalne? A kto z Was lubi seriale kryminalne oparte na medycynie sądowej?Ja bardzo. Dlatego też bardzo interesują mnie pozycje książkowe oddające taki klimat. Simon Beckett "Zapisane w kościach" to jest ta książka, której czytanie sprawiło mi sporo przyjemności. Wiem jak to straszliwie brzmi. Czytanie książki o zabójstwach i rozkładających się ciałach sprawia ci przyjemność. Dzieję się tak, ponieważ bardzo interesuję się tą tematyką i gdybym nie była księgową, została bym pewnie antropologiem sądowym podobnie jak główny bohater tej książki.

Dawid Hunter bohater stworzony przez Simona Becketta to doświadczony przez życie antropolog sądowy, który pewnego dnia zostaje wezwany do zbadania miejsca zbrodni i zwęglonych zwłok. Z pozoru typowa  sprawa, mająca potrwać tylko kilka chwil. Jednak nieprzewidywalna pogoda i szalejący sztorm, całkowicie odcina wyspę, na której dokonano zbrodni, od świata. W związku z tym nie było możliwości przyjazdu jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Garstka mieszkańców wraz z Dawidem zostaje uwięziona i sparaliżowana śmiertelnym strachem. Z czasem na jaw zaczynają wychodzić mroczne sekrety poszczególnych osób zamieszkujących tą z pozoru spokojną wyspę. A wszystko to spowodowane było wstępnym odkryciem tożsamości spalonych zwłok. Co wspólnego miała zamordowana prostytutka z najbardziej szanowanym mieszkańcem tej wspólnoty? Czas uciekał, kolejne osoby ginęły. Nawet sam doktor cudem uniknął śmierci w płomieniach. Jednak rozwiązanie zagadki dalej nie było w zasięgu ręki.

Nie chciałabym tutaj zbytnio rozwijać fabuły, ponieważ cała historia jest bardzo ciekawie utkana. Do samego końca nie miałam pewności kto jest mordercą. Dodatkowo realistyczne opisy zwłok oraz procesów jakie zachodzą w rozkładającym się ciele, potęgują wrażenia podczas czytania. Jest to niewątpliwy atut dzieła Simona Becketta. "Zapisane w kościach" jest kryminałem, w którym autor zbudował wciągający, realistyczny klimat. Już niedługo mam zamiar przeczytać inne książki Becketta. A co Wy sądzicie o tym autorze, podobają Wam się jego dzieła?

środa, 4 marca 2015

Haul luty 2015- Book haul

No i luty minął nawet nie wiem jak i kiedy. W drugiej połowie miesiąca zostałam zawalona obowiązkami zawodowymi tak, że ledwo widać czubek mojej głowy. Ja jednak się nie poddaje i dalej czytam, piszę i oczywiście kupuję. Dlatego też dzisiaj przychodzę do Was z tym co tygryski lubią najbardziej czyli z postem zakupowym. W ubiegłym miesiącu osobiście zakupiłam cztery książki, trzy natomiast dostałam dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN oraz portalowi ekulturalni.pl. Nie przedłużając więcej, przechodzę do tego co udało mi się zdobyć.
Dwie pozycje to dzieła Zygmunta Miłoszewskiego "Domofon" i "Gniew". Jestem już po lekturze pierwszej z nich i mogę z całą stanowczością napisać, że się zauroczyłam, o ile można zauroczyć się w horrorze. Po przeczytaniu "Domofonu" nie zastanawiałam się długo nad zakupem kolejnej książki Pana Miłoszewskiego. A już na dniach będzie można zdobyć najnowszy bestseller tego autora, czyli "Ziarno Prawdy" w bardzo atrakcyjnej cenie.
Kolejna książka w lutowym haul'u to Lisa See "Miłość Peonii". Jest to druga lektura tej autorki, którą zakupiłam w ostatnim czasie, jednak wstyd się przyznać, że jeszcze żadnej nie przeczytałam. Kupiłam ją, ponieważ skusiła mnie powalająca cena 4,99 zł
Ostatnia zakupiona przeze mnie książka to "Nocne Życie" Denis Lehane. No tyle dobrego słyszałam o tym autorze, że nie mogłam powstrzymać. Na moje szczęści dołączona była do czasopisma Pani Domu za 14,99 zł, tak więc mój budżet tak mocno nie ucierpiał.
Ostatnie pozycje, które chcę wam przedstawić to dary losu. Dwie od wydawnictwa SQN czyli "Endgame" James Frey oraz Elton John "Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie". Na pierwszą z nich czaiłam się bardzo długo, ponieważ urzekła mnie okładka oraz obietnica książki, jakiej świat nie widział. Eltona wybrałam z mojej wrodzonej miłości do biografii.
W lutym otrzymałam również do recenzji "Babie lato" Danuty Pytlak od portalu ekulturalni.pl. Dawno nie czytałam książki polskiego autora, dlatego też będzie to miła odmiana.
A czy Wy czytaliście już jakąś z tych książek? Polecacie coś szczególnie. Pozdrawiam Danusia.

sobota, 28 lutego 2015

A Ty coś byś robił, będąc Rockefellerem?

Powracam, wreszcie powracam. Dosyć długo milczała, ale nie znikłam. Niestety obowiązki zawodowe przytłaczają mnie ostatnio każdego dnia. Mimo wszystko udało mi się wyrwać na momencik i naskrobać tą recenzję. A dzisiaj rozprawiam o książce wydawnictwa ZNAK, która opowiada prawdziwą historię fałszywego Rockefellera. Wiadomo nie od dziś, że takie pozycje najbardziej mnie interesują, a ta wydawała się bardzo intrygująca. Mark Seal "Dziwny przypadek Rockefellera"- poznaj kulisy najdłuższego oszustwa w dziejach.
Christian Karl Gerhartsreiter bo tak brzmiało jego prawdziwe imię i nazwisko bohatera, jeśli można w ogóle określić go tym mianem, urodził się w małym miasteczku Bergen w Niemczech. Już od najwcześniejszych lat swojego życia marzył o wielkim świecie. Dzięki zrządzeniu losu poznał amerykańskich turystów, z którymi nawiązał bliższą znajomość. I to właśnie ona umożliwiła młodemu Karlowi emigrację do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jak się okazało doskonale sobie tam radził. Wysoce rozwinięte umiejętności interpersonalne pozwoliły mu nawiązywać nowe przyjaźnie, a wyjątkowy talent aktorski pomagał uwiarygadniać każde, nawet najbardziej absurdalne kłamstwo. Aż trudno uwierzyć jakie korzyści mu one przynosiły. Wystarczy przytoczyć jeden drobny fakt, że żyjąc tyle lat w USA nie musiał pracować. Jednak nie od razu po przybyciu do Ameryki stał się Clarkiem Rockeffellerem. Na początku odgrywał wiele różnych ról, między innymi biednego zagranicznego studenta, w zależności kto był odbiorą jego ról. Było tak do do chwili kiedy wykreował dwie postacie Christophera Chichestera oraz Christophera Crowe. Od tego momentu był bogatym i wpływowym spadkobiercą europejskich majątków. Kreacje te stały się podwaliną przyszłej osobowości Rockeffellera.
Karl przez 15 lat oszukiwał wszystkich, łączenie ze swoją żoną, podając się za krewnego jednego z najbogatszych rodów tego świata. Jak to się stało, że nikt nawet przez chwilę niczego nie podejrzewał? Czy jest możliwe codzienne oszukiwanie osoby, z którą żyje się na co dzień? I wreszcie do jakich podstępów uciekał się Karl, żeby tak skutecznie omotać wszystkich wokół? Na te wszystkie pytania próbował odpowiedzieć Mark Seal, reporter który przeprowadził dziennikarskie śledztwo, odtwarzające życie i karierę najsłynniejszego oszusta. Nawet najznakomitszy scenarzysta hollywoodzki nie wymyśliłby lepszej historii, a przecież to wszystko wydarzyło się naprawdę. Książka jest o tyle intrygująca, że Clark Rockeffeller lub jak kto woli Christian Karl Gerhartsreiter obecnie odsiaduje wyrok dożywocia za morderstwo, lecz cały czas walczy o uniewinnienie. Dlatego też w każdej chwili może znaleźć się pośród nas.
Podsumowując bardzo polecam książkę Marka Seal'a. Zaciekawiła mnie od pierwszej kartki do samego końca. Pozdrawiam Danusia