środa, 11 lutego 2015

A wszystko wokół zabawką być może

Zakochałam się w tej książce jeszcze zanim ją przeczytała. A stało się tak po zapoznaniu się, całkiem przypadkowo zresztą, z interesującą recenzją w internecie. Ogólnie staram się nie kupować książek w regularnej cenie, ponieważ przy takiej czytanej ilości jaką pochłaniam, po prostu mój portfel by kondycyjnie nie wyrobił. Tym razem jednak zapuściłam się do księgarni Matras i dałam się ponieść pokusie. Muszę przyznać, że nie żałuję tych wydanych 50 zł.  

Miniaturzystka Jessie Burton, bo o niej dzisiaj mowa, jest bardzo ładnie wydania. Aż trudno mi było się z nią rozstawać. Łapałam się na tym, że kiedy znajdowała się w moim pobliżu, odczuwałam silną potrzebę dotykania jej. Tak, tak wiem, musi być ze mną coś nie tak. Wydawnictwo Literackie naprawdę się postarało. Duże litery i charakterystyczne szorstkie strony, nierażące biały kolorem sprawiały, że książkę czytało się wyjątkowo przyjemnie. I co najważniejsze po raz pierwszy od dawna nie miałam ochoty zarzucać wydawcy sztucznego napompowania objętości. No dosłownie cud, mód i malina. A teraz przejdę do opisania tej wciągającej historii, w miedzy czasie cały czas zerkając na okładkę Miniaturzystki.

Jesienią 1686 roku osiemnastoletnia Petronella przyjeżdża do Amsterdamu, aby zamieszkać ze swoim świeżo poślubionym mężem Johannesem, bogatym kupcem. Jednak na miejscu nie zastaje małżonka, a jedynie jego siostrę Martin, która traktuje ją dość chłodno i nieprzyjemnie. Zagubiona dziewczyna nie może doczekać się spotkania z Johanessem, żeby móc spełnić się roli żony i pani domu. Tak się jednak nie dzieje, a mężczyzna nie wykazuje zainteresowania spełnieniem powinności małżeńskich. W zamian za to Nella dostaje od niego miniaturową replikę ich kamiennicy w formie drewnianego kredensu, którą ma urządzić według własnego uznania. Realizując to przedsięwzięcie dziewczyna, odnajduje adres tajemniczego miniaturzysty i zleca mu wykonanie wyposażenia poszczególnych pokoi. Z każdą kolejną przesyłką Petronella doznaje większego szoku, ponieważ otrzymane figurki okazują się pierwowzorem domowników. Jak się okazywało każdy kolejny element domku, odkrywał czasami wstrząsające tajemnice rodziny kupca, które zagrażały ich bezpieczeństwu.

Czy to miniaturzysta kreuje losy bohaterów, a może wskazuje jedynie odpowiednią drogę? Czy uda się uniknąć wszystkich tragedii? I co wspólnego z tymi wszystkimi tajemnicami ma niespełnienie się Nelli w roli małżonki. Po te i inne odpowiedzi odsyłam do lektury, ponieważ nie chcę Wam za dużo zdradzić bo cała historia jest bardzo wciągająca i zaskakująca. Ja osobiście bardzo zaprzyjaźniłam się z główną bohaterką i po przeczytaniu książki brakowało mi wspólnie spędzonych wieczorów. 
A Wy przeczytaliście już Miniaturzystkę? Czekam na Wasze wrażenia.

7 komentarzy:

  1. No tak, w samej okładce można się zakochać :) ja przeczytałam i uznaję za niezwykle inspirującą książkę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę o niej pamiętać buszując znów po księgarniach. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapomniałam dodać, że jestem miniaturzystką i książkę tę otrzymałam w prezencie od dzieci.Cudowna i rzeczywiście pięknie wydana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam tę książkę w formie ebooka. Troszkę żałuję papierowego wydania, zwłaszcza, że zewsząd dochodzą do mnie głosy, iż jest piękne. Jednocześnie spotykam się ze skrajnymi opiniami na temat samej książki. Niektórzy się rozczarowują, inni zachwycają. Jak tylko przeczytam, nie omieszkam się podzielić moimi wrażeniami z lektury.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mi w odróżnieniu od większości ta książka niezbyt się podobała...

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę w końcu ją dorwać ;-)

    OdpowiedzUsuń