piątek, 28 sierpnia 2015

Ałbena Grabowska winna mojego uzależnienia

Cudze chwalicie, a swojego nie znacie, czyli dzisiaj kolejny post poświęcony książce popełnionej przez polskiego pisarza. A dokładniej przez pisarkę Ałbene Grabowską. "Stulecie Winnych" bo o tej książce będzie dzisiaj mowa to kolejna pozycja ostatnich tygodni, która oczarowała mnie swoją treścią. Zanim pokrótce zarysuje fabułę, kilka słów na temat samej autorki. Pani Ałbena, posiadająca w swym drzewie genealogicznym korzenie rumuńskie, jest praktykującym lekarzem neurologiem-epileptologiem. Jakby tego było mało jest mamą trójki dzieci. Przyznam szczerze, że stanowi ona dla mnie inspirację i motywację do tego, iż niezależnie od wykonywanego zawodu można tworzyć książki. Jedną z takich książek właśnie stworzyła.

"Stulecie Winnych" jest pierwszą częścią trylogii, opowiadającej o dziejach rodziny Winnych na przełomie wszystkich ważnych wydarzeń w historii Polski. Dzieje te rozpoczynają się tuż przed wybuchem I Wojny Światowej, narodzinami dwóch bliźniaczek Marii i Anny. Podczas tych narodzin umiera matka dziewczynek, pozostawiając swojego męża Stanisława z czwórką maleńkich dzieci. Na co dzień w opiece nad dwójką chłopców i bliźniaczkami pomaga najbliższa rodzina mężczyzny. Wydawać by się mogło, że życie powoli wraca do normy. Jednak wybuch wojny, długie lata biedy, głodu i epidemii hiszpanki brutalnie doświadczają członków rodziny Winnych. Przez całą książkę możemy obserwować, jak podczas tych ciężkich zmagań odchodzą kolejni członkowie rodu. Pomimo tego, że towarzyszymy w życiu wszystkich bohaterów, to na plan pierwszy wysuwają się Mania i Ania. Dziewczynki tak różne od siebie, w tych trudnych czasach, przeżywają swoją młodość, pierwsze miłości i dramaty.

Dzieło Ałbeny Grabowskiej czytało mi się bardzo dobrze, można rzecz że w z wypiekami na twarzy. Obecnie moja mama zarywa na nią noce. Autorka w taki sposób wykreowała bohaterów, że po zakończeniu zaczęłam za nimi tęsknić. "Stulecie Winnych" jest książką przepełnioną wielką dawką emocji i ludzkich dramatów. Pokazuje jednak, że mimo wszelkich przeciwności życie toczy się dalej, a narodziny i śmierć są nieodzownie związane ze sobą.

Podsumowując, bardzo zachęcam was do sięgnięcia po tą lekturę,ponieważo mi osobiście rzadko zdarza się, tak komplementować książki polskich pisarzy. Ja tymczasem już nie mogę doczekać się, kiedy przeczytam drugą i trzecią część.

środa, 12 sierpnia 2015

Dlaczego zakochałam się w Mrozie?

Rzadko zdarza mi się, abym zachwycała się jakąś określoną książką, aż do takiego stopnia. Nie wspominając o tym, że autorem tego dzieła jest nasz rodzimy pisarz Remigiusz Mróz. Tak dobrze podejrzewacie. Dzisiaj na warsztat biorę moją ulubioną lekturę ostatnich tygodni czyli "Parabellum". Jednocześnie opowiem zarówno o pierwszej "Prędkość ucieczki", jak i o "Horyzoncie zdarzeń, czyli części drugiej. Biorąc pod uwagę, że przeczytałam już obydwie, nie widzę sensu rozdzielać recenzje na dwa osobne posty.
Remigiusz Mróz, polski pisarz, młody, nieprzyzwoicie młody. Odkryłam go całkiem niedawno, pomimo tego, że na blogach i youtube wrzało od recenzji jego innej książki tj. "Kasacja". Tak na marginesie ją też będę musiała przeczytać i to koniecznie. Ja jednak rozpoczęłam swoją przygodę z twórczością tego autora od "Parabellum". Akcja książki rozpoczyna się w sierpniu 1939 r. na granicy polsko-rumuńskiej, tuż przed wybuchem II Wojny Światowej. Sierżant Bronisław Zaniewski wraz ze swoją jednostką szykują się na odparcie pierwszego ataku wroga i obronę granic kraju. W tym samym czasie młodszy z braci Zaniewskich Stanisław, przebywający w Warszawie ma całkowicie inne rozterki. Postanawia oświadczyć się swojej dziewczynie i obawia się jaki będzie finał tych starań. Wszystko toczy się swoim rytmem aż do końca sierpnia. 1 września i wybuch wojny wywraca życie wszystkich do góry nogami. Armia sierżanta Zaniewskiego zostaje rozbita, a o sam wraz z kilkoma kompanami próbuje przedostać się przez okupowane tereny i dołączyć do większego oddziału polskich wojsk. Nie trzeba dodawać, że jest to bardzo niebezpieczne zadanie. Ich życie wielokrotnie będzie narażone a i nie wszyscy dotrwają do końca. Podczas gdy starszy Zaniewski walczy z wrogiem, Stanisław wraz z narzeczoną postanawiają opuścić Warszawę i uciekać do Francji przez III Rzeszę. Motywowani są żydowskim pochodzeniem dziewczyny, która miałaby nikłe szanse na przeżycie, pozostając w zajętej stolicy. Ich plan to czyste szaleństwo, ponieważ wszyscy uciekają na wschód, oni natomiast pchają się prosto w paszcze lwa. Akcja książki mknie w takim tempie, iż trudno złapać oddech. Niektóre sceny trzymają w takim napięciu, że atmosferę można kroić nożem. W pewnych momentach miałam ochotę schować się za kanapą a całą akcję przewinąć do przodu. Tłem opisywanych historii jest II Woja Światowa, jednak po raz pierwszy spotkałam się z takim sposobem jej przedstawienia. Nie jest bohaterem pierwszoplanowym, ponieważ na plan pierwszy wyeksponowane zostały historie głównych postaci. Nie spotkałam się nigdy też z tym, aby kontekst wydarzeń opisany został z perspektywy niemieckiego okupanta. Christian Leitner kapitan Wermachtu jest jednym z niemieckich agresorów, ale jest również człowiekiem z krwi i kości, ma rodzinę, uczucia, wrogów. 
Bardzo, ale to bardzo polecam Wam "Parabellum" i już nie mogę doczekać się III i IV części. W dniu, w którym kończę tego posta jest premiera nowej książki Mroza "Ekspozycja" i już mnie skręca przed pofrunięciem do księgarni. No ale wiecie moja karta płatnicza ma szlaban i siedzi w domu.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Book Haul. Nie ma czytania bez pisania.

Zdecydowanie za długo mnie tutaj nie było,  aż wstyd się przyznać. Tak naprawdę nie wiem czym to było spowodowane. Może kryzys twórczy, a może zmęczenie materiału. Pomimo mojej nieobecności na blogu, w ostatnim okresie pochłaniałam duże ilości książek. Jednak taka sytuacja nie mogła przecież trwać w nieskończoność. Dzisiejszego ranka stwierdziłam, że dopóki nie wrócę do regularnego tworzenia postów, dopóty nie będę poświęcać tyle czasu na czytanie. Jakżem powiedziała, tak też zrobiłam. I tym o to sposobem witam Was ponownie. Długo się zastanawiałam jakim postem uczcić mój powrót i oczywiście nie mogło by być to nic innego jak haul z ostatnich tygodni. Zanim jednak przejdę do przedstawienia książek, muszę Wam powiedzieć, że ostatnimi czasy przeszłam swoisty detox książkowy. Oznacza to nic innego jak zmianę filozofii kupowania książek. Do niedawna gdy tylko zobaczyłam promocje za 9,99 zł, "rzucałam" się na nią bez większego zastanowienia czy tak naprawdę chce je przeczytać. Tym o to sposobem stałam się posiadaczką pokaźnej kolekcji książek "do przeczytania". Nawet przy poważnym kryzysie finansowym będę miała co czytać przez najbliższy rok. Ale nie to jest w tym wszystkim najbardziej niepokojące. W pewnym momencie zauważyłam, że po książki które leżą już u mnie jakiś czas, sięgam mniej chętnie, najbardziej atrakcyjne są świeże zakupy. Musiałam coś z tym problemem zrobić. Już od dwóch miesięcy skutecznie wprowadzam w życie plan kupowania 2-3 książek, które tak naprawdę chcę przeczytać od razu, bez odkładania ich na półkę. I powiem Wam szczerze lepiej mi z tym. Nie zrezygnowałam jednak z księgarni internetowych bo właśnie w nich dokonuje prawie wszystkie swoje zakupy. No dobrze koniec już tego filozofowania, już przechodzę do moich ostatnich zakupów.

Na pierwszy ogień idzie "Parabellum" Remigiusz Mróz. Zdążyłam już ją przeczytać i co mogę powiedzieć zakochałam się. Już dawno nie miałam w łapkach tak wciągającego dzieła. Kolejna to również mój hit czyli "Stulecie Winnych" Ałbena Grabowska. Przeczytałam jednym tchem i już pocztą idzie kolejna część. "Obca" i "Uwięziona w bursztynie" Diana Gabaldon, przyznam się, że skusiło mnie to całe szaleństwo w sieci. Przeczytałam pierwszą część, druga czeka w kolejce, ale mam mieszane uczucia i jeszcze nie wiem co dalej pocznę z tym fantem. Przedostatni całkiem świeży nabytek to "Cyrk Nocy" Erin Morgernstern, zakupiony po tym jak ukazała się w filmach moich ulubionych booktuberek. A na deser zostawiłam sobie książkę, z której jestem najbardziej zadowolona. Moje zadowolenie sięga takiego stopnia, że zostawiłam ją sobie do przeczytania na jakąś szczególną okazje. A mam na myśli "Szczygła" Donny Tartt. Kręciłam się w okół niej już od jakiegoś czasu, jednak cena 55 zł skutecznie mnie odstraszała. Byłam cierpliwa i trzymałam swoją kartę płatniczą na wodzy. Aż tu pewnego dnia trafiła mi się taka okazja i za niespełna 30 zł mały szczygiełek trafił do mojego domu. 

I to by było na tyle w dzisiejszym poście. Nawet całkiem pokaźna notka z tego wyszła jak na taką przerwę. Witam ponownie i gorąco Was pozdrawiam.