niedziela, 29 maja 2016

Umberto Eco. Temat na pierwszą stronę

W mojej czytelniczej świadomości istnieje wielu szanowanych autorów, którzy w swoim dorobku posiadają bestsellerowe dzieła, a których ja nigdy jeszcze nie przeczytałam. Jak tylko uda mi się wypatrzeć którąkolwiek z takich książek, dodatkowo w atrakcyjnej cenie, nie zastanawiam się zbyt długo. O Umberto Eco słyszałam wiele, głównie za sprawą "Imienia Róży" (której w dalszym ciągu nie mogę zdobyć), dlatego też kiedy natrafiłam na całkiem świeży "Temat na pierwszą stronę", to wiedziałam, że wraca ze mną do domu. Mam taki nawyk, iż nowo kupione książki odkładam "na zaś", nie czytając ich zaraz po zakupie. Tym razem jednak się przełamałam i książkę Eco przeczytałam praktycznie od razu.

Bohaterem historii jest pięćdziesięcioletni mężczyzna, Pan Colonna, człowiek bez wyrazu i szczególnych osiągnięć, niedoszły pisarz. Pewnego dnia dostaje niecodzienną propozycję zawodową. Jego zadaniem jest stworzenie bestsellerowej książki, oczywiście nie pod swoim nazwiskiem, relacjonującej rok przygotowań do publikacji nowej włoskiej gazety "Jutro". Książka ta miała być  blefem, ponieważ dziennik nigdy nie miał wystartować. Miało to być to jedynie narzędzie, ukazujące, że gazeta nie cofnie się przed niczym, aby ujawnić każdą nawet najbardziej niewygodną prawdę. Oczywiście prawda o całej mistyfikacji przedsięwzięcia nie mogła zostać zdemaskowana. Przez kilkanaście tygodni grupa przypadkowo dobranych dziennikarzy dyskutowała co powinno znaleźć się w startowych numerach dziennika. Rozprawiali o sztuce manipulacji w przekazywaniu ważnych i tych mniej ważnych informacji, które w szczególny sposób miały się przysłużyć Prezesowi. Prace nad gazetą zostają jednak gwałtownie zakończone po morderstwie jednego z dziennikarzy, pracującego dla "Jutra". Prowadził on dziennikarskie śledztwo związane m.in. z niejasną śmiercią Mussolliniego, które mogło pogrążyć osobistości świata współczesnego.

"Temat na pierwszą stronę" jest książką, która ma nam ukazać niepokojącą wizję współczesnego świata, którego obraz kształtują media poprzez informację, jakie nam przekazują. Ja osobiście mam mieszane odczucia, związane z tą pozycją. Nie wiem, może jestem nie wystarczająco inteligentna i dojrzała do niej. Bardzo męczyłam się, brnąc przez fakty i sytuacje historyczno- polityczną we Włoszech oraz Europie po II Wojnie Światowej, choć sam wątek sfingowanej śmierci Duce, bardzo mnie zainteresował. Do samego stylu pisania nie mogę się przyczepić. Najlżej przeszłam przez początek i koniec historii. W środku natomiast łapałam się na tym, że momentami nie wiedziałam o czym czytam. Nie wierzę w to, że książka jest totalnym gniotem, przypuszczam bardziej, iż to jej tematyka nie wpisała się w moje oczekiwania i gust.

Umberto Eco
"Temat na pierwszą stronę"
Wydawnictwo Noir Sur Blanc
s.179
Ocena ***/*****


sobota, 28 maja 2016

No wreszcie. Wyniki konkursu

Wygląda na to, że spektakularne zaginięcia i wielkie powroty są nieodłącznie wpisane w moją przygodę z blogowaniem. Z powodu sporych zmian w moim życiu prywatnym jakoś nie po drodze było mi pisanie. A wiecie co paradoksalnie zmusiło mnie do zmiany tego stanu? To śmieszne, ale właśnie brak prądu. Kiedy wszystkie plany pracowo- porządkowe wzięły w łeb, a telewizji nie mogłam sobie pooglądać, wzięłam notatnik i skrobię kolejne notki, zwłaszcza, że stos książek przeczytanych w ostatnim czasie bardzo szybko rośnie. Zaczynam jednak od wyników konkursu "Inferno" Dana Browna, za których opóźnienie już dawno powinnam dostać w dziób.

Zmobilizowałam się i maszyna mieszająco- losująca w postaci mojej ręki i słoiczka wyłoniła poniższego zwycięzcę, z którym już pędzę skontaktować się drogą elektroniczną. Tymczasem do usłyszenia, zobaczenia, przeczytania.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Konkurs # 1.2016

Super, w końcu się doczekałam i mogę ogłosić rozpoczęcie konkursu. Jako, że lubię się dzielić z ludźmi ciekawą literaturą, zawsze jak mam możliwość zakupu dodatkowego egzemplarza książki dla Was, zbytnio się nie waham. Tym razem zakupiłam dla Was "Inferno" Dana Browna, którego recenzję możecie przeczytać o TU. Bardzo ładne wydanie w twardej oprawie, na pewno będzie cudownie prezentować na półce w domowej biblioteczce. Nie przepadam za specjalnie skomplikowanymi konkursami, dlatego też moje zasady będą krótkie i przejrzyste.


  1. W komentarzu pod tym postem napisać jedynie dwa słowa "biorę udział", imię lub nick oraz adres e-mail
  2. Polubić moją stronę na facebooku TUTAJ
  3.  
    Będzie mi bardzo miło jeśli zaobserwujecie mnie na blogu i instagramie. Konkurs trwa do 10.05.2016. Następnego dnia wylosuję jednego zwycięzcę a wyniki zamieszczę na blogu.
    Zapraszam do zabawy 
     

środa, 20 kwietnia 2016

Sebastian Fitzek- Pasażer 23

Jednymi z moich ulubionych gatunków literackich są kryminały i thrillery. Mam swoich ulubionych autorów, specjalizujących się w takiej tematyce, dlatego też rzadko sięgam po nowe nazwiska, ponieważ bardzo często kończy się to rozczarowaniem. Tym bardziej ucieszyłam się kiedy wydawnictwo Amber, zaproponowało mi do recenzji książkę Sebastiana Fitzeka "Pasażer 23", gdyż zgodnie z tym co głosiła okładka, był to bestsellerowy thriller psychologiczny. O autorze tym nigdy wcześniej nie słyszałam, a że byłam świeżo po lekturze "Inferno" Dana Browna, zbyt wiele sobie po tym tytule nie obiecywałam. Zdziwiłam się jednak i to bardzo, ponieważ "Pasażera 23" przeczytałam szybciej niż książkę Browna. Wciągnęła mnie historia oraz sam styl autora i aż szkoda mi, że książka nie jest wydana w bardziej efektowny sposób, ponieważ osobiście nie zwróciłabym w sklepie na nią uwagi. Jednak nie okładka świadczy o treści książki, dlatego też przechodzę już do meritum czyli do fabuły.

Rejsy wycieczkowcami z roku na rok cieszą się niesłabnącą popularnością. Z roku na rok powstają coraz to większe statki, mogące jednorazowo zabrać w podróż kilkadziesiąt tysięcy turystów. Kilkadziesiąt tysięcy to jak małe miasto, tyle też właśnie osób decyduje się na kilkutygodniowe rejsy bez nadzoru jakiegokolwiek organu bezpieczeństwa. Zdani są jedynie na obsługę zatrudnioną przez właściciela statku. Rok rocznie z pokładów takich wycieczkowców znika 23 pasażerów. Większość z tych zaginięć tłumaczone jest jako samobójstwa, ponieważ statek na otwartych wodach mórz czy oceanów jest wręcz idealnym miejscem dla potencjalnych samobójców. W szeroko pojętym interesie finansowym armatorów nie jest szczegółowe wyjaśnianie każdego poszczególnego przypadku. Co jednak jeśli po kilku tygodniach zaginiony pasażer odnajduje się na pokładzie statku? 
Martin Schwarz policyjny detektyw kilka lat wcześnie na pokładzie statku "Sułtan" traci żonę i syna. Zgodnie z tym co wykazało wewnętrzne śledztwo armatora, kobieta najpierw wyrzuca za burtę syna, by następnie samemu popełnić samobójstwo. Po kilku latach Martin otrzymuje zagadkowy telefon, który zmusza go do pojawienia się na "Sułtanie". Telefon ten wykonała zdziwaczała staruszka, która podczas prowadzenia własnego śledztwa, odkryła iż na pokładzie pojawiła się dziewczynka o imieniu Anouk, która osiem tygodni wcześniej wraz ze swoja matką zostały uznane za zmarłe. Oczywiście z jakiego powodu? Samobójstwa. Jak by tego było mało dziewczynka ściskała w dłoniach misia, który wcześniej należał do syna Martina. Mężczyzna rozpoczyna śledztwo, ponieważ wszystko wskazuje na to, że osoba odpowiedzialna na morderstwo jego rodziny ale także za przetrzymywanie Anouk a być może za śmierć jej matki, nadal znajduje się na pokładzie i zagraża pozostałym pasażerom.

W "Pasażerze 23" nie ma krwawych opisów miejsc zbrodni, jednak mimo wszystko atmosfera jest bardzo gęsta. Z kartki na kartkę moja ciekawość co do sprawcy coraz bardziej wzrastała i muszę przyznać, że dopiero na ostatnich stronach większość rzeczy się wyjaśniła. Z premedytacją piszę większość a nie wszystko, ponieważ według mnie zakończenie książki jest otwarte i daje duże pole do kontynuowania historii w wyobraźniach czytelników, a chyba to jest prawdziwym atutem dobrego dzieła. Podsumowując, zachęcam Was gorąco do sięgnięcia po "Pasażera 23" bo moim zdaniem jest zdecydowanie lepszy od "Dziewczyny z pociągu" a to przecież też był thriller psychologiczny.

Sebastian Fitzek
Pasażer 23
Wydawnictwo Amber
s. 351
Ocena *****/*****

piątek, 15 kwietnia 2016

Haul #2.2016

Nie jestem dobra w chwaleniu się swoimi zdobyczami książkowymi. Dlatego też posty tego typu nie pojawiają się u mnie często. Pomijam również fakt, iż mam okresy w których kupuję więcej książek ale także okresy, w których nie kupuję ich prawie wcale. Zależy od sytuacji i nadarzających się okazji. Nie przedłużając, przechodzę do moich łupów.


Dzięki promocji wydawnictwa Świat Książki udało mi się zgarnąć kilka pozycji Lisy See. Z tego co pamiętam chyba żadna z nich nie była droższa niż 10 zł.
  • "Chińskie lalki"
  • "Marzenia Joy"
  • "Dziewczęta z Szanghaju"

Poniżej zestaw książek używanych, które ostatnio udało mi się zakupić na facebooku
  • Bonda Katarzyna- "Sprawa Niny Frank"
  • Schmitt Eric Emmanuel- "Przypadek Adolfa H"
  • Eco Umberto- "Cmentarz w Pradze"

 Dwie kolejne książki "starego" dobrego Remigiusza Mroza
  • "Parebellum"
  • "Przewieszenie" 


Kolejne pozycje to dary losu. Jedna od wydawnictwa Amber druga natomiast to prezent powitalny za przystąpienie do Klubu Książek Kobiecym Okiem
  • Fitzek Sebastian- "Pasażer 23"
  • Caspari Sofia- "W krainie kolibrów"

 I ostatnie łupy zakupione również na jakiś promocjach i wyprzedażach
  • Brown Dan- "Inferno"
  • Yan Mo- "bum!"
  • Cabre Jaume- "Głosy z Panamo"
  • Dukaj Jacek- "Lód I"

I oto wszystkie moje zdobycze. Czy z którymiś z nich mieliście już do czynienia? Czy którąś z książek polecacie mi najpierw przeczytać?

sobota, 9 kwietnia 2016

Inferno- Dan Brown

Po raz pierwszy z twórczością Dana Browna spotkałam się całkiem przypadkowo, kiedy na jednym z pierwszych kiermaszu książki w Biedronce natknęłam się na "Kod Leonarda da Vinci" w bardzo ładnej, twardej oprawie za bardzo śmieszne pieniążki. W tym momencie jeszcze niewiele wiedziałam o Brownie, wystarczyła jednak jedna książka, aby wpaść po uszy. Na fali zainteresowania tym amerykańskim autorem zaczęłam zbierać jego książki. Na chwilę obecną brakuje mi jeszcze tylko jednej. Powracając jednak do "Inferno", które również udało mi się zdobyć za przyzwoitą cenę, przeleżało ono na mojej półce spory okres czasu. Ostatnio przechodziłam kryzys czytelniczy i nie mogłam zmusić się to lektury żadnej pozycji. Aby przełamać ten impas, postanowiłam sięgnąć po pewniaka, czyli książkę która nie miała prawa mnie zawieść. I tak też się stało, ponieważ "Inferno" Dana Browna wciągnęłam w przeciągu paru dni, dosłownie nie mogłam się oderwać. Z tego co udało mi się zerknąć w sieci to krąży dużo opinii, iż "Inferno" to jak do tej pory najgorsza pozycja Browna. Ja osobiście nie mogę się do tego odnieść, ponieważ to była moja druga przeczytana książka tego autora, jednak jak najbardziej mogę pozytywnie ją ocenić.

Głównym bohaterem "Inferno" jest Robert Langdon, światowej sławy profesor specjalizujący się w szeroko pojętej symbolice, który dobrze znany jest czytelnikom książek Browna. Tym razem w większości akcja rozgrywa się we Florencji. Robert budzi się na szpitalnym łóżku i uświadamia sobie, że stracił pamięć, obejmującą kilka poprzednich dni. Nie wie jak i dlaczego znalazł się we Włoszech. Amnezja powstała po silnym urazie głowy, jakim był postrzał. Ktoś ewidentnie chciał pozbawić go życia, lecz nie miał pojęcia komu się naraził. Długo nie musiał czekać na odpowiedź, ponieważ jego oprawca pojawił się w szpitalu, aby dokończyć dzieła. Cudem uchodzi z życiem, uratowany przez młodą lekarkę Sienne Brooks. Pomimo tego, iż tej dwójce udaje się dosłownie uciec sprzed lufy pistoletu, nie są bezpieczni. Ścigają ich uzbrojeni ludzie, pracujący na zlecenie tajemniczej organizacji. Podczas trwania ucieczki  myśli Langdona nie tylko krążą wokół troski o własne życie, ale także wokół zagadki do rozwikłania, która utkana została na bazie "Boskiej komedii" Dantego a dokładniej części opisującej piekło. Od sukcesu rozwiązania wskazówek może zależeć przyszłość ludzkości i obecnego świata.

Intryga w książce Dana Browna jak zwykle była wyśmienicie utkana. Do ostatnich stron książki nie wiedziałam kto tak naprawdę jest dobry a kto działa po złej stronie. "Inferno" tak jak poprzednia książka tego autor, którą czytałam, bogata jest w opisy miejsc, w których rozgrywają się wydarzenia fabuły. Podziwiam Browna za tyle szczegółów historycznych dotyczących zabytków, występujących na kartach książki. W niektórych momentach miałach ochotę wstać i iść je zwiedzać. Podsumowując, zachęcam Was do lektury "Inferno", ponieważ to wciągająca historia o bardzo szybkiej i zaskakującej akcji.

W związku z tym, że Dan Brown jest jednym z moich ulubionych autorów, postanowiłam się z Wami dosłownie podzielić się jego twórczością i zakupiłam drugi egzemplarz "Inferno" dla Was i już w najbliższym czasie na blogu zorganizuję małą rozdawajkę, więc śledźcie go uważnie.

Inferno
Dan Brown
Wydawnictwo Sonia Draga
s.592
ocena *****/*****

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pokoloruj mi świat. #kolorowanka SQN

Jak dziś pamiętam, jak za dzieciaka  moją wielką pasją było malowanie. Nawet kilka sukcesów zanotowałam na swoim koncie. Jednak rzeczywistość dnia codziennego wyparła moją miłość do tworzenia. Szczerze powiedziawszy nawet zapomniałam o tym, co kiedyś sprawiała mi przyjemność. W stanie takim trwałam, aż do momentu kiedy różnego rodzaju wydawnictwa zaczęły masowo wydawać kolorowanki dla dorosłych. Może nie jest to szczyt moich twórczych aspiracji, lecz mogło być w miarę możliwości jego namiastką. Nie poleciałam jednak jak na skrzydłach do księgarni, by zakupić swój pierwszy egzemplarz kolorowanki. Chodziłam natomiast, zastanawiałam się, analizowałam, która będzie dla mnie najlepsza i nie mogłam się zdecydować. Z pomocą przyszło mi na samo wydawnictwo SQN, oferując do przetestowania kolorowankę "Twoja niezwykła podróż. 100 najpiękniejszych miejsc na świecie." Odkopałam swoje stare kredki, dokupiłam nowe i ruszyłam w podróż dookoła świata.

Na kartach kolorowanki znajdziecie takie miejsca jak Most Karola z Pragi, Egipskie piramidy, Hagia Sophia czy wiele, wiele innych. Każdy z Was może odwzorować je kropka w kropkę, ale także stworzyć całkiem nowe kompozycje kolorystycznie. Co tylko wyobraźnia na papier przyniesie.


Kolorowanka SQN charakteryzuje się dużą szczegółowością obrazów, dzięki czemu finalne dzieła mogą wyjść naprawdę zachwycająco. Biorąc ją po raz pierwszy do ręki miałam jednak obawy, że dwustronne zadrukowanie, spowoduje, iż kolory, będą najzwyczajniej przebijać, co może utrudniać dalszą zabawę. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca, ponieważ wydawnictwo stanęło na wysokości zadania i zastosowało w kolorowance gruby, dobrej jakości papier.


Jeśli jeszcze zastanawiasz się nad kupnem swojej pierwszej kolorowanki a może szukasz kolejnej to mogę z czystym sumieniem polecić Ci tą. Dzięki niej stworzysz prawdziwe dzieła sztuki a i stosunek ilości powierzchni do zakolorowania oraz ceny jest całkiem przystępny.

Kolorowanka do nabycia o TUTAJ

niedziela, 6 marca 2016

Akcja motywacja #1 Kto zabrał mój ser

Nikomu nie muszę powtarzać, jak bardzo lubię literaturę faktu i jak bardzo lubię eksperymentować z różnymi gatunkami literackimi. Dlatego też doszłam do wniosku, żeby zacząć swoją przygodę z pozycjami związanymi z motywacją i samorozwojem. W najbliższym czasie stanę na przeciw nowym wyzwaniom między innymi zawodowym i w związku z tym sięgnęłam po światowy bestseller "Kto zabrał mój ser" Spencera Johnsona. Niepozorna cieniutka książeczka, na którą prawdopodobnie bym nie zwróciła uwagi, gdyby nie fakt, że dwie niezależne osoby polecały ją, twierdząc, że odmieniła ich sposoby myślenia a tym samym jakość życia. Ja osobiście podchodziłam do książek rozwojowych jak do jeża, ale po lekturze tej mam ochotę na dalsze eksperymenty.


"Kto zabrał mój ser" jest stosunkowo krótką książeczką, której zasadniczą częścią jest historia o dwóch myszach Pędziwiatrze i Nosie oraz o dwóch małych ludziach Bojku i Zastałku. Wszyscy żyli w jednym labiryncie, wyruszając na codzienne poszukiwanie nowego sera. Pewnego dnia odnaleźli wielki magazyn z wydawać by się mogło nieograniczonymi zasobami tego smakołyku. Jednak było do złudne wrażenie. Ser z dnia na dzień ubywał na co myszy były przygotowane, codziennie monitorując jego stan. Nie zastanawiając się długo, powróciły do labiryntu, aby odnaleźć nowy magazyn. Ludzie pozostali natomiast na swoich miejscach, analizując sytuację i wyolbrzymiając odczuwany lęk. Kiedy zaczęli opadać z sił i pogrążać się w apatie, Bojek przełamał się i wrócił do korytarzy w poszukiwaniu nowego sera. Z każdym przebytym krokiem, nabierał odwagi i rozumiał błędy wcześniejszego sposobu myślenia.


Książka Spencera Johnsona pokazuje nam, że zmiany w naszym życiu są konieczne i musimy się do nich szybko dostosowywać. Autor nie twierdzi jednak, że wszystko to przyjdzie nam łatwo a nowe okoliczności zniesiemy bez odczuwania jakiegokolwiek strachu. Podkreśla również, że człowiek z całą swoją zawiłością charakterologiczną zazwyczaj wyolbrzymia swoje lęki i z góry zakłada że sobie nie poradzi, tracąc tym samym cenny czas. Johnson nie cukruje, twierdząc, że po podjęciu pierwszego kroku wszystko stanie się łatwiejsze a trudności same zaczną się pokonywać. Wręcz przeciwnie wskazuje, że niepowodzenia i pomyłki wystąpią, ale nie należy się nimi przejmować a jedynie wyciągać pozytywne wnioski. Trwanie w bezruchu przez dłuższy okres czasu nigdy nie przynosi oczekiwanych korzyści i rezultatów.


"Kto zabrał mój ser" polecam wszystkim, którzy wahają się przed podjęciem ważnej życiowej decyzji, czy to tej zawodowej czy też osobistej. Czytając ją nawet nie wiesz kiedy zaczniesz odnajdywać analogie związane ze swoim życiem

"Kto zabrał mój ser"
Spencer Johnson
Wydawnictwo Studio Emka
 s.88
Ocena *****/*****



piątek, 26 lutego 2016

Czy to jest dziwne?

Większość mojej biblioteczki stoi na przeciwko mojego łóżka. Dlatego też tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu, mogę podziwiać moje zbiory. I tak ostatnio nasunęła mi się refleksja, że specjalnie nie przepadam seriami książkowymi.  W moich książkach uwielbiam to, że są inne, każda różna. Nie denerwują mnie różne formaty i różne style okładek, sądzę że dzięki tej różnorodności moja kolekcja jest barwniejsza i ciekawsza. Do szczególnych ulubieńców zaliczam zwłaszcza książki używane, które nie dość że nabywam po znacznie niższych cenach to jeszcze każda ma swoją unikatową historię. Fakt faktem, że bardzo często noszą na sobie ślady użytkowania a nawet zniszczenia, lecz tym bardziej dodaje im to uroku. Oczywiście posiadam kilka serii, lecz  nauczona na błędach, zdecydowanie staram się tego unikać, ponieważ zauważyłam że mniej chętnie po nie sięgam, tak jakbym traciła nimi zainteresowanie. Z serii, które ukazują się nakładem w punktach prasowych, zakupuję zazwyczaj tylko pierwsze egzemplarze, ponieważ dzięki temu mogę za stosunkowo niewielkie pieniądze poznać autora, którego nigdy wcześniej nie czytałam, bądź dokupić nieposiadany egzemplarz ulubionego pisarza. Tak też ostatnio się stało z pierwszą częścią serii książek Sparksa oraz Lee Child. Poniżej kilka przykładowych zdjęć z fragmentem mojej domowej biblioteczki. 


Namiętnie zbieram Folleta. Czyż to nie jest cudowne, każda z innej bajki. Tylko jedna nowa


Cobena również zbieram, jednak ich formy aż tak bardzo nie odbiegają od siebie. Na tym zdjęciu wszystkie używane. Jak się tak głębiej zastanowię to żaden Coben na mojej póle nie jest nowy. A nie mam chyba dwa egzemplarze


Menkell każdy z innej serii i to z premedytacją


Niedawno dotarła do mnie paczka z tymi książkami. Umberto Eco w średnim stanie, ale czy wiedzieliście, że książka Bondy miała takie wydanie


Żeby nie było serie czasami też mi się zdarzają.



A co Wy sądzicie o takim podejściu do sprawy. Lubicie ład i porządek w Waszych biblioteczkach? Nie mogę się doczekać Waszych opinii?

sobota, 20 lutego 2016

Życie na miarę. Marek Rabij


Nie mogłabym cały czas czytać powieści, romansów czy kryminałów, ponieważ od czasu do czasu muszę sięgnąć po reportaż, biografię i tego typu książki. Tym razem padło na "Życie na miarę" Marka Rabij. Kiedyś obejrzałam bardzo poruszający reportaż filmowy, odnoszący się do tego samego tematu, dlatego też jak tylko zobaczyłam tą książkę, wiedziałam, że prędzej czy później ją przeczytam.

Marek Rabij, dziennikarz Newsweeka wyruszył w podróż do Dhaki, zagłębia bangladeskiego przemysłu odzieżowego, aby poznać los tamtejszych szwaczek. Impulsem do stworzenia tej książki była katastrofa budowlana Rana Plaza, kilkupiętrowego biurowca, który wbrew przeznaczeniu zaadoptowany został na zakład produkcyjny z ciężkim, przestarzałym parkiem maszynowym. Obciążona konstrukcja, zawaliła się, grzebiąc pod gruzami tysiące osób. Czy można było uniknąć tej tragedii i co ona ma wspólnego z zachodnim biznesem odzieżowym? Odpowiedzi na te właśnie pytania dziennikarz starał się znaleźć, przemierzając ulice Bangladeszu.

Z roku na rok Bangladesz gruntuje sobie pozycję naczelnej szwalni zachodu. Wiele znanych marek odzieżowych, w tym wiele europejskich, a nawet polskich zleca szycie swoich kolekcji i wcale nie determinują tutaj względy jakościowe, a bardzo bardzo niski koszt tej usługi. Elementy ubioru, które sieci sprzedają po kilkadziesiąt bądź kilkaset euro, warte są nie więcej niż kilka dolarów. Mogło by się wydawać, że dzięki mnogości zleceń Bangladesz przeżywa bum ekonomiczny a jego mieszkańcy żyją w dostatku. Nic bardziej mylnego. Przeciętny obywatel, pracując po 12 godzin dziennie, sześć dni w tygodniu, bez płatnych nadgodzin, zarabia stawkę głodową, która nierzadko starcza jedynie na podły posiłek dla całej rodziny. Jakby tego było mało pracownicy zatrudnieni w szwalniach każdego dnia narażają swoje życie, ponieważ na porządku dziennym zdarzają się pożary wywołane przez przestarzałą, obciążoną instalację elektryczną, bądź amputacje kończyn. Nie ma mowy o jakimkolwiek przestrzeganiu przepisów bezpieczeństwa pracy.

Pomimo tego, że międzynarodowe korporacje oraz organizacje obrony praw człowieka wyrażają sprzeciw przeciwko zaistniałej sytuacji, jednak żadne z nich nie jest w stanie przerwać łańcucha wyzysku. Jeśli jesteście zdziwieni dlaczego tak się dzieje i jakie czynniki determinują ten stan rzeczy to koniecznie odsyłam do lektury książki "Życie na miarę". Autor przez pryzmat ludzkiej tragedii konkretnych osób opisuje dramatyczny los obywateli Bandladeszu.

Życie na miarę. Odzieżowe niewolnictwo
Marek Rabij
Wydawnictwo WAB
s. 216
Ocena *****/*****

niedziela, 14 lutego 2016

Haul 2016 #1

Przed chwilą zerknęłam, na to kiedy ostatnio pokazywałam Wam moje zakupy książkowe i aż chwyciłam się za głowę. Praktycznie od końca października ubiegłego roku nie wspominałam ani słowa o moich nowych łupach. Czas najwyższy się zmobilizować, bo przecież przez ten cały okres nie hamowałam przed nabywaniem kolejnych tytułów. Zerkając na poniższe zdjęcia, stwierdzam że tym razem w przeważającej większości były to książki używane, upolowane za grosze na bibliotecznej wyprzedaży, ale także na książkowych grupach facebookowych.



Oto moja zdobycz w całej okazałości

Oczywiście nie obyło się bez dalszego kolekcjonowania dział Harlana Cobena

Poniżej egzemplarze upolowane na bibliotecznej wyprzedaży. Całość nie kosztowała mnie więcej niż 20 zł


A tutaj książki z biedronki i pierwsza część kolekcji Sparksa


Dzięki mikołajowej wymianie książkowej moja biblioteczka wzbogaciła się o dwie nowe pozycje


Dzięki uprzejmości wydawnictwa SQN w ciekawy sposób wzbogaciłam swoją wiedze książką Małe wielkie odkrycia


A tu jeszcze jedna zakupiona biblioteczna książka




I tak prezentują się moje książki z pierwszego haulu zakupowego tego roku. Co o nich myślicie, czytaliście którąś z nich?

piątek, 5 lutego 2016

Małe zbrodnie małżeńskie. Eric-Emmanuel Schmitt

Lubię eksperymenty literackie, dlatego też postanowiłam sięgnąć po pozycję autora, z którym nigdy wcześniej nie miałam do czynienia, zwłaszcza że odnoszę takie wrażenie, iż staje się on coraz bardziej popularny na naszym krajowym rynku wydawniczym. Jako pierwsze w moje łapki wpadły nietypowe w formie "Małe zbrodnie małżeńskie". Dlaczego piszę, że są one nietypowe, ponieważ napisane zostały w formie dialogu między dwoma osobami, kobietą i mężczyzną. Z początkowych stron historii dowiadujemy się, iż są oni małżeństwem. Treścią całej książki jest tylko jedna rozmowa, co może na pierwszy rzut oka wydawać się nudnym zabiegiem. Dodatkowo nie ma tu zbyt wielu rozwiniętych opisów. Jednak sposób skonstruowania konwersacji i poszczególnych wypowiedzi powoduje, że książkę czyta się bardzo dynamicznie i z wielkim zainteresowanie.

No dobrze cały czas piszę, że treścią książki Erica-Emmanuela Schmitta jest rozmowa, ale o czym ci ludzie tak rozprawiają. Spotykamy ich w momencie, gdy Lisa przywozi ze szpitala do domu swojego męża. Gilles po urazie jaki doznał podczas wypadku w mieszkaniu, stracił pamięć. Kochająca żona pomaga mu odzyskać tożsamość oraz obraz samego siebie. Czytelnik nie spodziewa się jednak, że mężczyzna wcale nie ma amnezji, wypadek nie był wypadkiem, a relacja małżeńska pełna jest zazdrości, namiętności i wzajemnych pretensji. Jakby przyjrzeć się temu wszystkiemu z dystansem to stwierdzam, że Schmitt stworzył dzieło o bardzo dobrej konstrukcji emocjonalnej. Ze strony na stronę napięcie między małżonkami rośnie. W tej krótkiej i zarazem niepozornej książce porusza również ważny problem komunikacji między dwoma bliskimi sobie osobami. Warto ją przeczytać, aby zrozumieć jak istotne jest rozmawianie ze sobą i dzielenie się obawami i uczuciami.

Podsumowując, pomimo tego że uwielbiam grube tomiszcza, to ta niespełna stu stronicowa książka skradła moje serce i jeszcze nie raz do nie wrócę.

Małe zbrodnie małżeńskie
Eric-Emmanuel Schmitt
Wydawnictwo Znak
s.97
Ocena *****/***** 

wtorek, 2 lutego 2016

Dziewczynka. Życie w cieniu Romana Polańskiego

Jeśli zapytam się Was kim jest Roman Polański, zapewne większość będzie wiedzieć o kogo chodzi. A czy jeśli poproszę Was o odpowiedź dlaczego człowiek ten, uciekł z USA, to znaczna część udzieli mniej lub bardziej prawidłowej odpowiedzi. Jednak kto zadał sobie odrobinę trudu, aby poznać wersję drugiej strony tego zdarzenia. Roman Polański, światowej sławy reżyser żydowskiego pochodzenia. Boleśnie doświadczony przez wydarzenia II Wojny Światowej oraz śmierć swojej żony i nienarodzonego dziecka, brutalnie zamordowanych we własnym domu przez grupę Mansona. Jeśli miałabym powiedzieć z czym kojarzy mi się postać Romana to wymieniłabym przede wszystkim "Pianistę", "Dziecko Rosmery" oraz aferę związaną z molestowaniem 16-letniej dziewczynki. Jako, że jestem osobą, która pochopnie nie wydaje osądów, jak tylko zobaczyła, że istnieje książka opisująca relacje drugiej czyli Samanthy Geimer, nie zastanawiałam się długo i musiałam ją mieć.

Był rok 1977 Samanta była wówczas 16-letnią dziewczynką z Kalifornii, która jak każda nastolatka marzyła o karierze gwiazdy filmowej. Dlatego też w momencie kiedy nadarzyła się okazja na poważną sesje zdjęciową wykonaną przez "tego" Polańskiego, matka dziewczyny szybko podjęła decyzje. Wśród obserwatorów całej sytuacji krąży przeświadczenie, iż to właśnie matka Samanty popchnęła ją w ręce zdemoralizowanego reżysera. Z perspektywy czytelnika stwierdzam, że chciała żeby córka osiągnęła to czego jej samej się nie udało. Samanta w swojej książce opisuje nie tylko sam moment zdarzenia, ale także traumę i ostracyzm z jakim spotkała się po upublicznieniu  skandalu. Zarówno jej nastoletnie jak i dorosłe życie napiętnowane było wstydem. lękiem oraz buntem wobec świata. Jednak na przekór wszystkim Geimer postanowiła wybaczyć swojemu oprawcy. Dzięki temu w jakiś sposób odzyskała wewnętrzną równowagę.

Nie chciałabym Wam nakreślać całej historii, napiszę jedynie, że lektura "Dziewczynki" pozwoliła mi na zrozumienie całego kontekstu zdarzenia i jego późniejszych konsekwencji. Pozwoliła również zrozumieć, dlaczego Roman Polański postanowił uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Nie żebym kogokolwiek usprawiedliwiała, ale w każdej sytuacji warto znać relacje wszystkich stron.

 Dziewczynka. Życie w cieniu Romana Polańskiego
Wydawnictwo Pascal
Ocena  **** /*****